Bartosz Danuta

Bartosz Danuta

wiersze zebrane.jpg - 22.34 Kb

Danuta Bartosz

POSŁOWIE

CZAS JEST NIEŚMIERTELNY. TO MY UMIERAMY.

Zebrane wiersze Nikosa Chadzinikolau podążając śladami dwóch Ojczyzn, odnajdują własne, odciśnięte na ziemi ślady. Wzruszający zapis poetyckiego wędrowania. Za Norwidem powtórzę: z wszystkich rzeczy po nas zostanie tylko dobro i słowo. Tak, zostało dobro i słowo, zapisane w 1500 wierszach, w setkach przekładów, zapamiętanych i zarejestrowanych  koncertach, setkach spotkań autorskich, w 239 książkach wydanych w Białej i Kolorowej serii  literackiej i Poeticonie, w 30. Edycjach Międzynarodowego Listopada Poetyckiego, w ponad 25. latach pełnienia funkcji prezesa Związku Literatów Polskich Oddział w Poznaniu…

W pamięci powoli umierają nasze wspomnienia, chociaż ciepło rodzinnego domu czuje się przez całe życie, błogosławione miejsca pamięci dalekie, a jakże bliskie. Czas więc zatoczyć jeszcze jeden krąg, sięgnąć do beztroskiego tętna życia, które później z nas tak okrutnie zakpi odbierając nam to, co najdroższe. Rana po stracie Ojca jest ciągle otwarta.

Przepisując wiersze z kilkudziesięciu tomów, układając je w kolorową mapę ziemi od Olimpu i Morza Śródziemnego do Bałtyku i Tatr - Ares, syn nieżyjącego poety Nikosa Chadzinikolau, zapragnął ponownie przejść z Ojcem przez życie domowego ogniska. Znowu, zanurzyć się w Jego głębi. Jeszcze raz dotknąć utraconych przestrzeni, może i łzę radości, ofiarowując najpiękniejsze uczucia, pozostają w nas niepojęte i wciąż nierozpoznawalne. Tę wędrówkę może nam podarować Artysta z najczulszym sercem, dotykając naszej codzienności, ocalając w niej świat marzeń, nieustannie wędrując ku granicom nieprzemijającego dobra na 1500 stron zbioru.

A drzewa… zaszumią i pokłonią się raz jeszcze melodią dziękczynienia za DAR ŻYCIA NIKOSA i pozostawionego JEGO SLOWA..

Wiatr  błądzi we wspomnieniach dotykając najczulszych strun relacji ojca i syna, a także czytelniczego zamyślenia. Prowadzi nas najgłębszym nurtem kontemplacji, bez niej poetyckie wersy wietrzeją.

… My otuleni pogodną pieśnią

szukaliśmy strun naszych serc…

(Nikos Chadzinikolau)

Wiersz nie zmusi do tego, by kochać innych, może jednak sprawić, by każdy czuł się kochanym.

Ares - przybliżając swojego wielkiego Ojca, uwięziony we wspomnieniach, szuka okna.  Jeszcze raz otworzy je i wysypie wiersze Ojca.  Niech trafią pod strzechy, wszak niosą pokorę nadziei.  Wypełnione światłem i tęsknotą do ludzkiego serca, aby w nim złożyć największy dar miłości: siebie.

Istnieje tylko to, co naprawdę kochamy

(Nikos Chadzinikolau)

Kim jest ojciec dla syna, skoro pamięć wciąż szuka jego śladów i słucha podpowiedzi jego szeptu. Jakiego rodzaju są to więzi, gdy czas na brzegu pamięci ich nie rozrywa, tylko zacieśnia modlitwą, najczystszym źródłem poetyckiej mocy.

Ojciec miał własne marzenia, żył dla syna, oddał mu się cały. Totus Tuus na dzień dobry i dobranoc miłości wyznanie. Synowi dawał światło na drodze, ustawiał drogowskazy dokąd iść dalej, układał nuty w muzyce syna. Prowadził go swoimi ścieżkami:

… I niech nie mówią,

że światło jest fatamorganą.

Światło jest w nas…

Jak zmierzyć się z geniuszem ojca? Jak utrwalić Jego zamysł i przesłanie?

Obok wybitności był także zwykłym człowiekiem, nie wszystkie Jego marzenia spełnione.

POWRÓT

Nie dziw się,

że w moich wierszach

słoneczny żal.

Powracam do dźwięków

z dzieciństwa,

do niknącej rzeki.

Ikar

dał mi swoje marzenia,

Syzyf

ciężki głaz.

Miłość syna do ojca, jej trwanie, sycone wdzięcznością, szacunkiem i podziwem

na moment nie pozwolą oderwać się od Jego wielkości. W dziedzictwie dwóch Ojczyzn Polski i Grecji zapisał się wielkimi brylantowymi wersami. Jak mu dorównać, podziękować za schedę miłości, którą synowi w wierszach zostawił?

Niebo ma kolor twoich oczu,

bliski jak kareta niebieska

w Pireusie, jak łódź,

która płynie po zatoce sarońskiej.

Zostawiam ci, mała Artemido,

morze koloru twojej kredki.

Rysuj błękitne niebo i morze,

Figlarne w świetle,

pokorne o zmierzchu.

Niech czas łasi się

cieniem niebieskim,

gdy mnie nie będzie,

albo gdy będę wszędzie,

w łoskocie słów niebieskich.

Ignorując ulotny czas, złączeni wspólnym duchem, na strunach serc ojciec i syn ciągle grają tę samą suitę egejską. Wzruszający jej zapis, łaska wyciszenia. Dar to szczególny. Słucham fortepianowej wirtuozerii po kilka razy dziennie. Uczę się Grecji.

Rzeko życia Nikosa, głęboka nad przepaściami, cicha ścieżyno wśród odgłosów ptasich i toni leśnej, płyniesz we mnie, rzeźbisz drogę mego serca.

Nikos Chadzinikolau od pięciu lat nie żyje. Jego wiersze wiatr roznosi w liściach na nasze podwórka. Ognisko pamięci ma coraz większy płomień, chociaż w lustrze czasu zamazują się twarze. Więź ojca z synem głęboka, z serca do serca, oddana w nieskończoność.

Ares jest z Nim wszędzie, w poezji dedykowanej Ojcu, w preludiach, miniaturach fortepianowych, rapsodiach greckich, koncercie Tribute to Nikos Chadzinikolau - muzyce dla Ojca, w każdej myśli biegnącej do Ojca, w zebranych wierszach Ojca, w Kapitule Ojca, bo im. Nikosa Chadzinikolau…

Nie da się tych dwóch ogniw rozerwać.

Czy można rozłączyć Matkę i Syna w obrazie Piety trzymającej  w ramionach Jego Święte Ciało? Miłość w tym obrazie ma wymiar nieskończony.

Miłość między ojcem a synem także. Jej korzenie zakopane głęboko w grobie, wciąż tulą w ramionach.

Samotność syna, jęk zranionego w locie ptaka…

Ares opanował sztukę bólu i tęsknoty. Już wie, są miarą człowieka.

Tatusiu – powiedział syn w słoneczne południe –

gdy urosnę,

wejdę w twój cień.

Ty będziesz miał laskę.

Tatusiu – powiedział syn nad morzem –

gdy urosnę,

zaśpiewam tak wysoko,

że z drugiego brzegu usłyszysz.

Słuchaj Go Aresie, wracaj do Niego jakbyś był synem marnotrawnym, graj i tańcz z Nim Zorbę. Na drugim brzegu błękitu On cię słyszy. Kładąc dłoń na Twoje ramię zawiruje dookoła… I tylko metrum sirtaki przyspieszeniem serca.

Nic więcej…

W linii genealogicznej sirtaki, tańcu Nikosa, kolejne otwarte ramiona…

wiersze zebrane 001.jpg - 80.73 Kb

Nikos CHADZINIKOLAU- WIERSZE  ZEBRANE 1961 – 2009.

Na okładce zdjęcie – Ares Chadzinikolau

Grafiki tytułowe – Józef Petruk

Projekt okładki i skład komputerowy

Poznań 2014

Printed in Poland

Biała i Kolorowa Seria Poetycka „Poeticon” pod redakcją Aresa Chadzinikolau nr239

 

nr  ISBN 978-83-61335-12-2

 

Danuta Bartosz

"Żywa Woda"

W środę,  21 stycznia w Książnicy Podlaskiej ul. Kilińskiego 1, w Białymstoku odbyła się promocja antologii ekumenicznej pt. „Daj mi pić” (J 4,7).  Jest to już ósma edycja wydawnicza  w ramach „Tygodnia  Powszechnej Modlitwy o jedność Chrześcijan”. Jan Leończuk-  dyrektor Książnicy Podlaskiej do tegorocznej antologii zaprosił 31. twórców, w tym 12. poetów z poznańskiego Oddziału Związku Literatów Polskich.

W antologii pomieszczona jest twórczość Danuty Bartosz, Aresa Chadzinikolau, Jerzego Fryckowskiego, Teresy Januchty, Tomasza Kruczka, Ady Jadwigi Matysiak, Marii Magdaleny Pocgaj, Mirosławy Prywer, Jerzego Utkina, Jerzego Beniamina Zimnego, Urszuli Zybury oraz Kazimierza Burnata z Wrocławia.

Tematem  przewodnim antologii jest spotkanie Jezusa z  Samarytanką czerpiącą wodę ze studni. Daleko idące skojarzenia związane z biblijną sceną nawiązują do miłości i dialogu świadomie zabarwionego dydaktyką. Jezus prosząc kobietę o wodę do picia zwraca jej uwagę na istnienie jeszcze innej wody, która gasi pragnienie. Jest nią "woda żywa" tryskająca ze źródła miłosierdzia. Zaspakaja pragnienie wieczności.

Antologia jest jak studnia, w której wymieszały się  różne tradycje, a w niej jest także „woda z własnej studni”, by wszyscy mogli poczuć jej wspólny smak. Pisarze bez wzajemnych uprzedzeń, budują wspólnotę chrześcijan z ich różnorodnością, która "ubogaca, a nie zmienia, obdarza, a nie odbiera, buduje, a nie niszczy", inna, ale nie różna, wierząca inaczej, a nie w innego...

Ks. Radosław Kimsza w słowie wstępnym pisze „ autorzy antologii tworzą  piękną mozaikę wielokulturowości i wielowyznaniowości Podlasia. Są pośród nich chrześcijanie czerpiący „wodę ze studni chrześcijańskiego Wschodu” i ci, którzy dają łyk wody z zachodnich źródeł: dojrzali literaci i młodzież szkół ponad gimnazjalnych”.

Dominik Sołowiej w notce „Od Redakcji”  napisał:  ”Zależało nam na tym, by tematem antologii był nie tylko ekumenizm w wymiarze religijnym, ale i „ekumenizm literacki” – próba stworzenia płaszczyzny, dzięki  której ludzie literatury, sztuki i duchowości będą mogli mówić o sprawach dla nich ważnych”. Dla poetki Urszuli Zybury ważną sprawą,  jest kilka wątków zachowań międzyludzkich. W każdej relacji społecznej są przykłady obojętności. Przechodzimy obok siebie nie widząc  i nie słysząc wołania drugiego człowieka.

… A gdybyś ty szedł tą drogą

Czy w tym zapędzonym świecie znalazłbyś chwilę,

Aby pomóc temu zmasakrowanemu człowieczeństwu,

A może przede wszystkim sobie?


Jerzy Utkin pisze w wierszu:  chlebem dziękuj za kamień:

… odtrącony przez ludzi przygarnij człowieka

który na taką chwilę z drżeniem serca czeka…


Jerzy Beniamin Zimny w monodramie Poliglota sięga do bruku rzeczywistego świata :

… Stój, serce masz jedno

oprzyj się o mur,

za chwile dostaniesz po twarzy,

wrzucą do budy jak szmatę…

… Po fakultetach pozostało mi spojrzenie głębokie

trzy języki, a tylko jeden rozumieją gliny…


I może optymistyczniej Ares Chadzinikolau:

***

Błogosławienie

którzy nawet w bólu

znajdują radość życia,

a słowo niosą w dłoniach

jak prometejskie ziarno ognia…


oraz Tomasz Kruczek:

Potrafimy już

Przeszczepić serce,

A w Europie

Wszyscy umieją czytać…

Lecz przecież… Ty wiesz

Ja chciałem

to wszystko

tylko sobie

poukładać…

 


- i Ada Jadwiwga Matysiak w wierszu "Dawanie" pisze o nadziei:

Serce na dłoni

piękno duszy

światło oczu

bezcenny dar

Szczęście...

 

Miłość i Wiara potrzebują Nadziei. Może to zbyt wyidealizowane marzenia, ale każdy  ma prawo ugasić pragnienie "żywą wodą".

W zależności od naszych niepokojów i trosk -tej tematycznej, jakże wysublimowanej poezji - stawiamy różne pytania. Każdy zdobywa tę umiejętność sam, zwłaszcza, że jest ona najczęściej równoznaczna z szukaniem tego, co pragniemy w niej znaleźć.

Konkludując- podobnie jak jedna z autorek antologii zadaję pytanie - czy czytając antologię napisaną ekumenicznym spojrzeniem zdobyłam wiarę Tamtej Samarytanki?

Nie ulega wątpliwości, że zapisana literacka myśl twórcza autorów antologii "Daj mi pić" nie tylko gasi pragnienie, ale przede wszystkim niesie i rozdaje MĄDROŚĆ, DOBRO I NADZIEJĘ, a co najważniejsze- jest dialogiem. Jej ekumenizm świadczy o tym, że wzajemne poznanie się nie zmienia głębi studni rozmaitych tradycji, wszak ISTNIENIE nie musi zmieniać ISTOTY, zwłaszcza, że od wieków jest pielęgnowana z pokolenia na pokolenie.

Zapraszam do lektury.

_______________________________

"Daj mi pić” – antologia pod redakcją Jana Leończuka. Wstęp ks. Radosław Kimsza.  ISBN -978-83-63470-32-6. Książnica Podlaska im. Łukasza Górnickiego Białystok 2015. Stron 105. Miękka okładka. Skład i druk: Wydawnictwo Prymat- Mariusz  ŚLIWIŃSKI. Białystok, ul. Kolejowa 19.

 

_______________________________

 

 

Lech Nawrocki „Moje trzy grosze”

Projekt okładki - Grzegorz Kalinowski

Zdjęcie na okładce - Magda Nawrocka

Opracowanie redakcyjne - Jerzy Dobrzański

Skład i łamanie – Coldcity ISBN 978-83-205-5544-8

Ludowa Spółdzielnia Wydawnicza, 01-445 Warszawa, ul. E. Ciołka 15 lok.8

tel/fax: 22 620 57 18, e-mail: Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć. , www.lsw.pl

Książka wielotematyczna napisana raz żartem, raz serio o świecie, ludziach i obyczajach, szczególnie o damsko-męskich sprawach, o zwierzętach, zwłaszcza o psach, o sztuce, głównie o muzyce, talentach, sporcie, o ludzkich konsekwencjach i niekonsekwencjach.

Obserwacje życia i być może kontrowersyjne niekiedy poglądy autora wyrażone są w większości formie krótkiego felietonu, artykułu popularno-naukowego, miniopowiadania, humoreski czy pastiszu. Książka ta jest - jakby powiedział Julio Cortazar - „spacerkiem kameleona po pstrokatym dywanie”. Ułożona na zasadzie mozaiki, bez rozdziałów, dzięki czemu co chwilę zaskakuje niespodziankami.


Różnorodne tematy przeplatają się - podobnie jak w życiu są tuż obok siebie na przykład sprawy dotyczące intymnych relacji między kobietą a mężczyzną, rozważania, dlaczego lepiej być optymistą, zachwyty nad solówkami gitarowymi czy głos oburzenia „hodowcy”, który pyszni się psem o najdłuższym języku na świecie.

Książka zawiera wiele ciekawostek, anegnot, porównań i odnośników. Jest źródłem unikalnych informacji, zaskakujących i oryginalnych spostrzeżeń oraz komentarzy. To lektura dla czytelnika o wszechstronnych zainteresowaniach.

Posłowie

Książka Lecha Nawrockiego zatytułowana Moje trzy grosze jest dziełem sylwicznym. Łacińskie silva rerum oznacza dosłownie „las rzeczy”, współcześnie powiedzielibyśmy – ich zbiór. Sylwy w okresie staropolskim były tekstami różnorodnymi, w których komentowano sprawy codzienne, rejestrowano ważne wydarzenia dla poszczególnych rodów (w tym narodziny i śmierć) czy w krótkich formach odnoszono się do zagadnień o metafizyczym wymiarze, wykorzystując różnorodną stylistykę i zmienne nastroje liryczno-prozatorskie.
W literaturze staropolskiej chwytano w ten sposób nie tylko dzień, ale także myśl oraz emocje, dlatego ważne było pisanie „na gorąco”. Wagę i znaczenie przedstawianego problemu, zagadnienia, wyznaczały w dużej mierze emocje i ambicje sprytnie ukryte za często ozdobnym stylem i manierą autorską. Zapamiętajmy na razie kryterium „na gorąco”. Do tego jeszcze powrócimy.

We współczesnej literaturze mowa jest o tekstach sylwicznych charakteryzujących się dużą dowolnością oraz niekonsekwencją gatunkową (między innymi obok felietonu, pojawia się esej, obok pamiętnika – dziennik), zmienną poetyką, wielowątkowością, świadomą stylizacją, działaniami intertekstualnymi. Wszystkie te elementy układały się w różnorodne na pozór utwory, które prześwitywały wrażliwością autorską, zdradzaną zresztą przez wiele autobiograficznych nawiązań, przez silne nacechowanie ja narracyjnego i ukazywanie przedstawianego świata głównie w perspektywie ja, które pyta, polemizuje, wątpi, wie, twierdzi, osądza – ja, które przejawia się w każdym z tych aktów, a jednocześnie wymyka się jednoznacznej kategoryzacji.

Lech Nawrocki stosuje metodę uników. Pisze „na gorąco”, dlatego jego teksty raz bawią, niekiedy niepokoją, czasami irytują, ale też często zmuszają do refleksji. Lech Nawrocki po prostu rozmawia, przysiada się do nas, zagaduje. Jego książkę można czytać na wiele sposobów, alinearnie, płynnie przechodząc od jednego wątku do innego. Możemy się z nim zgadzać lub nie, ale nie możemy udawać, że nie słyszymy jego głosu, w którego barwie poznajemy wrażliwość, emocjonalność oraz liczne wymiary racjonalności.

Bogactwo tematyczne tekstów składających się na cały tom świadczy o zmienności nastrojów, kontekstów, okoliczności oraz przyczyn ich powstania. Lech Nawrocki nie układa traktatu logiczno-filozoficznego. Autor nie udaje, jakoby dla niego logika dwuwartościowa była bóstwem najważniejszym. Pisząc dzieło sylwiczne i będąc przy tym logikiem w powyższym rozumieniu ryzykowałby utratę naturalności wywodu. Lech Nawrocki przebiera się w odmienne style, konstruuje różnorodne wypowiedzi, by wciąż nam się wymykać, a jednocześnie pokazać wielowymiarowość i płynność codzienności widzianej jego oczyma i ucieleśnionej jego literami.

Tytuł całości wiele mówi o komunikacyjnej i kulturowej funkcji dzieła. Moje trzy grosze jest przecież niczym innym, jak poetyką „wtrącenia się” w nasze różne sprawy. Dla kogoś z nas ważne będzie parzenie kawy, dla kogoś z nas niezwykle istotny okaże się stosunek do zwierząt (Lech Nawrocki upomina się o godność zwierząt! Tak! Proszę zwrócić uwagę na tekst zatytułowany Ładne, małe i szkaradne), dla kogoś niezwykle ważna jest muzyka (i klasyczna, i współczesna, która dla wielu z nas jest już klasyką w nowym rozumieniu), a jeszcze dla kogoś innego ważne jest, by nie potykać się o mielizny stereotypów. Lech Nawrocki do tych – i innych spraw – dodaje swoje trzy grosze. Wie przy tym, czym ryzykuje.

Trzy grosze w różnych wariantach frazeologicznych mają konotacje nacechowane negatywnie. Często słyszymy, gdy powiemy coś albo nie tak, albo w nieodpowiednim momencie: „ty zawsze musisz dodać od siebie te trzy grosze”, itp. Lech Nawrocki nie jest mentorem, pewnie dlatego wybiera formę sylwiczną, jest raczej głodnym polemiki komentatorem, który dodaje od siebie te swoje „trzy grosze”, wiedząc, że może się to spotkać przynajmniej z niecierpliwym uderzeniem powiek czytelnika o blat stołu (a to jest tortura dla każdego autora zbyt bolesna). Lech Nawrocki dodaje grosze, ale nie udaje, że jest to jedyna na świecie wartość, dlatego niczego nie narzuca – i za to mu chwała.

Książka Moje trzy grosze pisana jest na gorąco, co oznacza, że zmienna jest jej stylistyka, płynne tempo narracji, ale i chwiejne okazują się nastroje samego autora. Nie wszystko mi się w tej książce podoba, z wieloma rzeczami (szczególnie dotyczącymi opisów relacji damsko-męskich oraz oceny różnych postaw ludzkich) z chęcią będę się spierał, a nawet kłócił. Nie zgadzam się, by autor kogokolwiek nazywał np. „gnojem”. Lech Nawrocki pisze „na gorąco”, narrator w tekście Nawóz historii zionie wściekłością do tych, którzy mówią nawet w przenośni o ofiarach historii używając metafory nawozu. Autor Moich trzech groszy, a widać to na przykładzie omawianego tekstu, docenia wpływ języka na nasz odbiór świata, a jednocześnie jakby w ogóle nie ufał językowi i jego złożonej naturze. Metafory nie płoną, choć mogą być zapalne, ale o ich znaczeniu w dużej mierze decyduje kontekst, o czym autor zapomina nie tylko w tym tekście. Można jedynie przypuszczać, że formuła sylwiczna książki Lecha Nawrockiego ułatwia mu takie „wybuchy”, a to pewnie dlatego, że piszący „na gorąco” autor chce pokazać, co odczuwał w danym momencie, dlaczego był tak retorycznie łatwopalny.

Moje ulubione teksty w omawianym dziele dotyczą przypowieści o roślinach, zwierzętach i poszukiwaniu analogii między światem zwierząt i ludzi. Moim zdaniem w tych fragmentach pokazana jest wielka wrażliwość autora, wiedza społeczno-biologiczna (nie śmiem jej oceniać), ale także najzwyczajniejsza mądrość.
Lech Nawrocki chciałby w niebie spotkać psa Muchę, który towarzyszył mu w dzieciństwie przy wypasaniu krów. Chciałbym być z Lechem Nawrockim w raju i zobaczyć, jak Mucha ucieszy się na jego widok. Jeśli chcemy zrozumieć, dlaczego tak, to przeczytajmy tekst zatytułowany Mucha.

Z tekstów o zwierzętach wynika bardzo krytyczny komentarz odnoszący się do człowieka współczesnego. Zapatrzenie. Tak chyba można nazwać tę nową chorobę naszej cywilizacji. Zapatrzenie oznacza, że nie szanujemy naszej własnej godności. Zapatrzenie jest czymś w rodzaju mechanizmu obronnego, boimy się, że znikniemy w momencie, w którym choćby na chwilę przestaniemy patrzeć na to nasze przewartościowane ja. Zapatrzenie w siebie wynika w dużej mierze z coraz mniej bezpośredniego kontaktu z naturą, ze światem istnień żywych, w tym odczuwających – to nic, że inaczej niż my, ważne, że odczuwających. Zapatrzenie rozpada się na wynaturzenia. Wynaturza się nas samych – coraz bardziej stajemy się symulacjami nas samych opracowanych w photo-shop'ie, wynaturza się świat zwierząt.

Zgadzam się z autorem tekstu Najdłuższy psi język – cywilizacyjnie jesteśmy niezwykli, naturalnie zaś martwi. Rzadko pozwalamy zwierzętom „mówić”, jeszcze rzadziej udaje się nam je usłyszeć. Dlatego, jak epilog brzmią ostatnie zdania z przywołanego tekstu: „A jakie jest zdanie jego psa na ten temat? Niestety, nie odpowie, tym bardziej, że nikt go o to nie zapyta”. Epilog pisany dla pewnej cywilizacji, która jest przekonana, że nie tylko „dzieci i ryby głosu nie mają”, ale także psy czy koty. To ciekawe, że w erze facebooka, youtube i twittera pozwalamy milczeć cierpieniu ludzi i zwierząt.

Gdyby Lech Nawrocki był fryzjerem na pewno nie układałby naszych włosów na lakier. Na pewno nawet z zaczeski wydobywałby niepokorną fryzurę. Sęk w tym, że niektórzy lubią zaczeski. Myślę więc, że teksty Lecha Nawrockiego na pewno nie uśpią naszej czujności. Czasami zezłościmy się na niego, czasami na otaczający nas świat, a niekiedy także na nas samych. W tym lesie rzeczy – silva rerum – słychać różne głosy, niektóre z nich mają wartość większą niż wartość trzech groszy.

/-/ 
Marek Kaźmierczak

Notka
Marek Kaźmierczak jest adiunktem w Instytucie Kultury Europejskiej UAM w Gnieźnie. Zajmuje się badaniem wpływu mediów komunikacji masowej oraz digitalnych nowych mediów na kulturę współczesną. Jest autorem ponad trzydziestu artykułów naukowych oraz autorem dwóch książek naukowych. Redaktor naczelny kwartalnika - publicystyka, literatura, technologie (informatyczne i nie tylko), sztuk i sztuka walki.

oprac. Danuta Bartosz

 

 


"Rok z VAT-em
Ein Jahr mit der MwSt"

Danuta Bartosz

Ironiczne mgnienie oka


Kiedy jestem zmęczona, kiedy radio i telewizja "zdołuje" mnie do końca, sięgam po tomik Rysia Podlewskiego p.t. "Rok z VAT-em". Podlewski - podobnie jak sam mistrz Stanisław Jerzy Lec - daje dowód na to, że wszystko, co nas otacza jest mgnieniem oka. Ironicznym.

Aforyzmy Podlewskiego pozbawione kłamstwa i nierozliczonych obietnic - stawiają przede mną świat, w którym by dotrzeć do źródła trzeba razem z autorem iść pod prąd. Odważnie.
Znam spotkania towarzyskie, które nie odbędą się bez kilku cytatów z tomików autora. One bawią, uczą, wprowadzają ład, dają nadzieję, że wielka orkiestra zachowań świata może grać w zgodnej harmonii dźwięków.
Czy można na siłę tworzyć genialne rzeczy? Tak, trzeba tylko mieć tę siłę i być Stanisławem Lecem, Ryszardem Podlewskim, Urszulą Zyburą, Lechem Konopińskim, Lechem Nawrockim…

"Rok z Vatem"
"Aforyzm to fast food filozofii"- pisze Ryszard Podlewski w tomie polsko-niemieckim aforyzmów p.t. "Rok z Vat-em" To po prostu dobra
robota. "Przeglad".

"Otrzymałem do recenzji książkę niewielkiego formatu, ale zawierającą wielki ładunek uroczej i mądrej treści, dorównującej chyba twórczości
mistrza polskiej aforystyki Stanisława Jerzego Leca... To "Rok z Vat-em" Ryszarda Podlewskiego. Zygmunt Broniarek.

"Ale nie tylko polityka - zawoalowana lub nie - pociąga Podlewskiego. W równym stopniu uwodzi go erotyka"..."Rynki Zagraniczne".

"Rok z Vat-em " to elegancka, kieszonkowa książka, coś jakby ..katechizm aforyzmu". Prof. dr Joachim Glensk -Opole-Wrocław.

"Rok z VAT-em
Ein Jahr mit der MwSt"

Aforyzmy - Aphorismen
Autor: Ryszard Podlewski
Rysunek na obwolucie: Stanisław Mrowiński
Ilustracje w tekście: Maria Pelec-Gąsiorowska (grafika)
Jerzy Sobociński (autor rzeźb)
Redakcja techniczna: Małgorzata Cioć
Konsultacja i korekta: Renata Hohn
Seria Translatorska (XIII)
ISBN 83-920919-9-X
Wydawca i druk:
Wydawnictwo Drukarnia bestprint s.c. w Lublinie• Fraszki i myśli z cyklu DRAKO-róbstwo

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Danuta Bartosz

"Fraszki i myśli z cyklu: DRAKO-róbstwo"
autor: Ryszard Podlewski
- a właściwie fraszki - igraszki oraz dowcipnie przedstawiona ironia życia.  W drugiej części tomiku humoresztki - humoreski, czyli myśli - igraszki przepełnione błyskotliwym dowcipem, świetną puentą:
Polakom nie bark poczucia humoru. Nie mają tylko powodów do śmiechu.
Człowiek codziennie odpowiada na pytania życiowego referendum: tak, czy nie?
Ekstremista żyje uczepiony ostrza brzytwy.
Tylko dzięki Darwinowi możemy zrozumieć "małpią miłość" rodziców do dzieci.
"Pani Feliksowa miała chyba rację, bowiem cóż ma zrobić  dobrze wychowany, delikatnej natury człowiek, który musi się schronić w sklepie z zabawkami obok przystanku, gdzie na drzwiach wisi kategoryczny napis: Zabrania się czekać w sklepie na autobus".
Będąc przez wiele lat redaktorem audycji "Gwóźdź w bucie", w której pokazywał paradoksy życia, wytrawny satyryk w krótkiej relacji z konferencji zakładowej zauważa najistotniejsze:
"Myśleliśmy, że na tym się skończy, ale wstał Kowalski i powiedział: - Popieram stanowisko kolegi Smólskiego, ja też jestem przedstawicielem mniejszości, którą mierzi konferencyjna kawa. Ale jestem po śniadaniu i za herbatę dziękuję! Jeśli muszę być poczęstowany z racji konferencji - wolę otrzymać 5 złotych... w gotówce! . I dopiero wtedy okazało się, jak niewielu było prawdziwych amatorów "kawy po turecku".
"DRAKO-róbstwo"... to świetne, syntetyczne, lakoniczne podpatrywanie małego świata codzienności i wielkiej polityki...
ta pozycja jest ważnym produktem terapeutycznym dla Polaków". Jerzy Miller "Nasza Wielkopolska".
"Drogi Panie Ryszardzie.
Ogromne dzięki za "DRAKO-róbstwo". Znakomite! Zygmunt Broniarek.
W "DRAKO-róbstwie" R. Podlewskiego, też można doszukać się polityki,chociaż tylko wtedy, kiedy czytelnik tego chce, bo na przykład
fraszka: "Po drodze zwanej karierą, najgłośniej toczy się zero"... jest wieczna. "Miesięcznik" - Kołobrzeg.
Ryszarda Podlewskiego pamiętamy z jego felietonów , które w latach 90 ukazywały się w Teleskopie TVP i "Gazecie Poznańskiej". Nie każdy
wie, że pisze on także aforyzmy i fraszki. Niedawno ukazał się tom p.t. "DRAKO-róbstwo" . Ilustrują go rysunki Stanisława Mrowińskiego z cyklu "Metamorfozy"..Polecamy. "POLSKA-Głos Wielkopolski" . Marek Zaradniak.
"Drak" po czesku znaczy "smok", również :"latawiec', a więc dla Czecha mogłoby to być SMOKO- lub LATAWCO-róbstwo".
Mężowi - Czechowi musiałam wyjaśnić gwarowy termin  d r a k a. Bardzo przyjemna i zabawna lektura. Życzę nadal takiej lekkości pióra"
Ewa Klosova-Praha.
Zgadzam się: jest świetne. Stanowi odtrutkę na wszelki smutek codzienności.
"Fraszki i myśli z cyklu: DRAKO-róbstwo" autor: Ryszard Podlewski
Rysunki Stanisława Mrowińskiego. Redakcja techniczna: Małgorzata Cioć. ISDN: 978-83-60702-05-5
Wydawca i druk:Wydawnictwo bestprint s.c. Lublin 2007 Wielkopolska Agencja Literacka Poznań, 2007 r
***
"Notes of 'Thoughts Hunter" czyli "Notatki MYŚLI-wego" - to kolejny dwujęzyczny tomik aforyzmów Ryszarda Podlewskiego. Autor będąc dziennikarzem, poetą i satyrykiem w sposób jedynie jemu właściwy przedstawia aforyzmy - perełki skondensowanej myśli, pozwalając czytelnikowi wejść w świat pełen humoru, zadumy i refleksji. Krótkie, zabawne i pouczające błahostki - dają wiele do myślenia, dowcipne humoreski prowadzą do powagi.
Sytuacje banalne nagle napełniają zdumieniem i pokazują twarz ułomności bądź mądrości świata.
Szeroki wachlarz krótkiej, zwięzłej formy, ścisła myśl, precyzja prostego słowa łączy autora z czytelnikiem, pozwalając mu na majeutyczne przemyślenia, w których to uosabiając się z autorem - każdy odnajdzie siebie.
Nie polecam czytania tomiku jednym tchem - podobnie jak picia dobrego wina haustem - lecz łyk po łyku, by jak najdłużej delektować się jego smakiem.
"Aforysta rozmnaża się przez cytaty  - An aphorist multiplies by being quoted" - sięgając polskich i anglojęzycznych półek świata autor po wydaniu w roku 2006 aforyzmów w wersji polsko-niemieckiej p.t. "ROK z VAT-em - Ein Jar mit der MwSt" oraz w roku 2007  fraszek i myśli z cyklu "Drako-róbstwo" w bieżącym roku wydaje 780 aforyzmów wydanie polsko-angielskie p.t. "Notes of 'Thoughts Hunter" czyli "Notatki MYŚLI-wego".
Kolejny raz zabawa słowem, które w krótkiej konkluzji próbuje ukazać istotę rzeczy. Drobiazg, który napełnia zdumieniem... .
Ryszard Podlewski- satyryk, dziennikarz - autor wieloletniego programu telewizyjnego p.t. "Gwóźdź w bucie" ukazując -podobnie
jak Bareja w "Misiu" - ironię ułomności poprzedniego systemu gospodarczego. Wydając "Aforyzmy z cyklu Notatki MYŚLI-wego: Notes of the Thoughts Hunter" - kolejny raz pokazuje, że jest D'ARTAGNANEM wśród krajowej i światowej czołówki muszkieterów aforyzmu.
Tomik przełożyła na angielski córka autora - dr med. Joanna Podlewska -Ely, absolwentka poznańskiego I Liceum Ogólnokształcącego im. Karola Marcinkowskiego oraz trzech amerykańskich uniwersytetów (m.in. Harwardu w Bostonie).W USA przebywa i pracuje od 19 lat...
Tomik ozdobiony ilustracjami Stanisława Mrowińskiego. Dobór rysunkowych przerywników: Irena Rychły Mrowińska.
Opracowanie graficzne, skład Małgorzata Cioć.
Okładka: zdjęcia Danieli Hatala-Podlewskiej i Joanny Wieloch - Kim.
Konsultanci: Tom i Laurie Dennis - Port Huron, MI, USA, Magdalena Kotwica - Poznań, Stanisław Nowodworski - Londyn
Wydawca, druk: Wydawnictwo Drukarnia bestprinnt s.c., Lublin.
"Ryszarda Podlewskiego wielu telewidzów pamięta z felietonu "Gwóźdź w bucie", ale niewielu wie, że debiutował on 55 lat temu aforyzmami w
"Głosie Wielkopolskim".
W gmachu głównym Biblioteki Raczyńskich" odbędzie się jego benefis, zatytułowany "Aforyzmy, muzyka,grafika". Będzie to zarazem promocja dwujęzycznego , polsko-angielskiego tomiku aforyzmów "Notatki Myśli-wego"-The Notes of Thoughts Hunter". Tłumaczyła go córka Ryszarda Podlewskiego Joanna , która od lat mieszka w USA.
Z właściwym sobie humorem Podlewski mówi, że rzecz ta (780 aforyzmów) powstawała bardzo wiele lat plus dwa, ponieważ właśnie dwa lata temu zdecydował, że co celniejsze jego aforyzmy muszą być przetłumaczone na angielski."
"POLSKA-Głos Wielkopolski" MAZ .(Marek Zaradniak).
==========================
"Notes of 'Thoughts Hunter" czyli "Notatki MYŚLI-wego"

 

"Dziękuję" - nowy tomik Stanisławy Łowińskiej


Danuta Bartosz

Modlitwa - wołanie serca


Nowy tomik Stanisławy Łowińskiej p.t. "Dziękuję" jest zbiorem modlitw, pieśni patriotycznych, pastorałek i hymnów. Autorka posługując się metaforą szuka śladów Księgi nad Księgami. Jej perygrynacja poetycka odciska na ziemi własne ślady... Modlitwa, która przez ofiarowanie pomaga dostrzec w pełni bogactwo duchowe, pozwala wędrować w głąb przeżywania. Modlitwą otwórzmy bramy/ niech wejdzie/ Pielgrzym Pokoju/ ...

Kim jest Pielgrzym Pokoju, któremu poświęca te wersy? Odpowiedź poetki, rodowodem spod "samiuśkich Tater", jest łatwa do odczytania. Poetka - góralka oddaje hołd Wielkiemu Rodakowi, Góralowi z Wadowic - Janowi Pawłowi II, który wkrótce będzie kanonizowany. Proroctwo autorki stanie się faktem.

Nieprzypadkowo też, wydanie tomiku "Dziękuję" ukazuje się w październiku, w rocznicę Wielkiego Pontyfikatu naszego Rodaka. Już samo słowo "Dziękuję", którym zatytułowała tomik, ma wyjątkowe znaczenie. Wydawało by się, że tytuł jest wręcz banalny, ale czy istnieje bardziej odpowiednie słowo by wyrazić wdzięczność ŚWIĘTEJ OSOBIE?

SANTO SUBITO, na transparentach (święty natychmiast) podczas ceremonii pogrzebowej to nie przypadek, to w dziejach Kościoła ewenement na skalę światową. Cały świat padł na kolana, żegnając Człowieka wybitnego, emanującego miłością bliźniego, nadal obecnego w naszych sercach i w pamięci. Wciąż żywe jest uznanie, szacunek i radość, że był z nami KTOŚ BARDZO WIELKI, ktoś, kto zmienił oblicze ziemi, tej ziemi...

"Dziękuję", to jedyne słowo, które ogarnie całą Jego Wielkość.

W modlitewnych rozmowach autorka biegnie na spotkanie z Matką Pocieszenia, z Panią Dąbrowiecką i Wambierzycką śpiewając Pieśń Milenijną, Kolędę rodzinną, góralską Pieśń Pasterską i Hymn szkolny. Poetka stara się określić, zdefiniować poezję, która żyje między nią, a niebem i ziemią. Jest wszędzie. W ulotnej myśli, w zwyczajnym słowie, we śnie i bezsenności, w cierpieniu i nadziei, a także w pięknie przyrody, której częścią przecież jesteśmy.

„Wszystko można wymodlić” – jak mówił kardynał ks. Wyszyński, Prymas Polski, dlatego twórczość poetycka autorki, a także matki zatroskanej o wszystko, koncentruje się wokół zagadnień związanych z różnymi przejawami egzystencji ludzkiej.

Piękno natury, w Łubowie posadzone wierzby lednickie oraz matczyna miłość i troska o najbliższych, to kolejne etapy życia i przemijania w duchu odwagi i heroizmu: Polak/ nieugięty w boju/... Bliskość odczuwania spraw i problemów Polski, patriotyczne spostrzeganie świata, to cenny element życia autorki.

Motyw bożej obecności przewija się przez wszystkie wersy tomiku: Wokół stołu / nakrytego/ białym obrusem/ Nowonarodzony w tajemnicy krynickich wędrówek niesie pokój...

Modlitwo,tyś wołaniem serca!

- Unieś /bramy wieczności/ niech przetrwa cisza/ ... mówi poetka - góralka.

___________________________________________________________

Stanisława Łowińska : "Dziękuję" - wydany: październik 2013 r. Prorjekt okładki i opracowanie graficzne: Kinga z Łowińskich deJongh. Skład komputerowy - Drukarnia Swarzędzka. Fundacja Literacka w Poznaniu. ISBN 978-83-61360-21-6. Druk: Drukarnia Swarzędzka

___________________________________________________________

Danuta Bartosz

Chwilo trwaj

Horacy:

Carpe diem (chwytaj dzień).

Nie ukrywam, towarzyszyłam powstawaniu wierszy pomieszczonych w tomiku „ Okno niepamięci” napisanych przez Kalinę Izabelę Zioła. Z wierszami Kaliny odzyskiwałam własne wnętrze. Podpatrywałam ją, podziwiałam, jak sobie radzi w życiu. Z nadzieją oczekiwałam jej kolejnego e-maila z nowopowstałym wierszem, aby zrozumieć, czym jest jej oczekiwanie, kolejna interpretacja zdarzeń, pozwalająca dostrzec ogromne bogactwo duchowe autorki.

Kalina jest elastyczna, umie dostosować się do sytuacji chwili, nie rozpacza gdy za oknem deszcz z gradem bije „niepamięcią”, trzeźwo osadzona w realiach, które, jak pisze Dariusz Tomasz Lebioda w posłowiu: ”wzbogacają ją, tworzą kontekst, dopełniają puste przedziały czasu i stają się samą istotą wrażliwości”. Jest kobietą wrażliwą, tęskni do miłości, nie buduje jednak nadziei na ruchomych piaskach. Życie autorki to dzień, który ma swój wschód i zachód, często niepewny:

RUCHOME PIASKI: to co pomiędzy nami/ jest jak ruchome piaski/ wyszeptane kiedyś słowa/ w blasku słońca/ stają się przejrzyste / znikają/ przybywa pustych dni/ a każdy jak kamień/ - tworzą coraz wyższy mur.

Kalina doskonale poznała smak poezji życia. Dotknęła jej dosłownie, borykając się z codziennością. Teraz wystarczy prozę i poezję doświadczenia zapisać nutami melodii:.

MUZYKA / muzyka jest / na strunach ciemności / na krawędziach kamieni/ w szelestliwym poruszeniu liści / w wiolonczeli kobiecego ciała / i uścisku mężczyzny / mówisz coś / i melodia słów jak kamerton /wprawia w wibrację powietrze i mnie / jak klawiszy fortepianu / dotknij tylko / a cała muzyka świata /będzie we mnie.

Dojrzała kobieta pisze dojrzałe wersy pełne przesłań, metafor i puent. Życie ją nieźle osmagało, doświadczyło, nauczyło jak odrzucać plewy od ziarna. Autorka już nie ma potrzeby fantazjowania w obłokach. Stoi na mocnych fundamentach. Liczy tylko na siebie. On jest ciągle w jakiejś odległej perspektywie:

***/ wcale za tobą nie tęsknię / to tylko chmura / na chwilę przesłoniła słońce / tylko jesień / zasuszyła liście na drzewach / i kwiaty w ogrodzie / to tylko brak natchnienia / nie pozwala mi pisać wierszy / nie tęsknię…

Ta trzeźwość życiowa, wypracowana zaradność, to wyzwanie dla odważnych. Jest odważna. Wiersze jej jak antidotum na poetycką oschłość duchową naszych czasów przywracają utraconą równowagę.

Nie ukrywa, że tęskni do tego jedynego, wymarzonego, którego wypatruje jej wnętrze: *** / bezimienna gwiazda / w milczeniu gasi dzień / kolejny dzień / bez ciebie

Miłość i tęsknota do ludzkiego serca, pragnąca złożyć największy dar. Autorka chce dać siebie, to ciągle powracający leitmotiv najnowszego zbioru wierszy Kaliny Izabeli Zioła. Słowo „miłość” podporządkowało sobie treść, rytmikę, melodię, styl, kompozycję oraz sens i formę wypowiedzi. Słowo miłość zakorzeniło się w wierszach, odmieniane przez wszystkie przypadki. To najczulsze wyznanie poetyckie, w które przenika czytelnicze zrozumienie. I w tym tkwi tajemnica wiersza pisanego sercem.

W poezji tej podziwiam kapitalną łatwość stosowania metafory, przenośni, personifikacji. Przeniesienie i nakładanie nazwy jednego zjawiska na drugie, kojarzenie i zestawienia ze sobą nawet odległych od siebie semantycznie pojęć nie nastręcza autorce żadnej trudności. A przy tym, co najważniejsze: czytelnicza interpretacja symboliki jest prosta i nie sprawia trudności.

Czytając wiersze Kaliny Izabeli Zioła sięgam do Poświatowskiej. Zestawiam obie twórczości, tak odległe w czasie. Gdyby te wiersze wymieszać, miałabym problem z ich identyfikacją. Wiersze obu poetek dotykają tych samych wartości, obie mówią przede wszystkim o miłości, o tęsknocie do niej. Poetki posługują się podobnym stylem i rodzajem stosowanej metafory.

Nie zamierzam prowadzić dysputy naukowej, pozwolę sobie jednak porównać obie panie. Wiem, jest to dla mnie bardzo odważne wyzwanie. Wiersze Poświatowskiej mam u siebie na biurku, w zasięgu ręki, wiersze Kaliny czytam w codziennych e-mailach. Są podobne tematyką i operowanym słowem. Oczywiście Halina Poświatowska, to klasyka, zakorzeniona w światowej literaturze, przerasta autorkę „Okna niepamięci” ogromem twórczości oraz miejscem w historii literatury polskiej i światowej. Kalina Izabela Zioła wydała dopiero cztery tomiki poezji… Jest więc na początku drogi, przetartej już dawno przez nieżyjącą Poświatowską (zmarła w wieku 32 lat), niemniej spróbuję te panie porównać.

Przede wszystkim początek drogi życiowej obu poetek był podobny. Obie po krótkim pożyciu małżeńskim zostały wdowami. Poświatowska w młodym wieku zmarła, Zioła wychowała dzieci. Mają wiele punktów stycznych. Obie piszą lirykę miłosną. Obie nie krępują się pokazać własnej zmysłowości i obie lansują sensualizm - piszą zmysłami, operują podobnym stylem i formą wyrazu. W poezji Poświatowskiej spotykamy pełną klasyfikację metafor (metafory konieczne, oryginalne, potoczne, poetyckie itd.) Zioła stosuje je także.

Dla przykładu:

Metafory Kaliny Izabeli Zioła: wiolonczela kobiecego ciała (str.9), tylko dotknij ... muzyka świata będzie we mnie (str.9) palce gorączkowo/ próbują związać/ dwa odległe światy/ łańcuszkiem sms-ów (str.10), więdnący w dłoni kwiat… jeszcze uśmiech wychyla się z kąta… ostre kolce dzisiejszego dnia/ kaleczą moje palce/ odszedłeś z różą w sercu..( str.11), tańczyli/ lekko odurzeni szampanem/ pieśniami Cesarii Evory/ i bliskością swych ciał (str.14), zapukaj w okno mojej pamięci/ może cię wpuszczę na chwilę/ jak głodnego ptaka o świcie…/ …okruchy marzeń wysypię na twoje dłonie/ może jeszcze raz zobaczę w twoich oczach/ siebie z przeszłości (str.15), może kiedyś poczuję pod palcami/ spłoszony trzepot serca/…przejdę po krawędzi nocy/ na twoją stronę świtu/ może kiedyś… (str.16), na palecie brzasku/ rozlane wszystkie/ kolory milczenia…/ bladożółte oślepione zazdrością/ czerwone zdyszane spełnieniem/ i to szare/ które zapada między nami/ gdy nie mamy już sobie/ nic do powiedzenia… (str.17) Wiosną… / niepotrzebna szpilka / próbuje odwrócić czas (str.19),

delikatnie podciągam/ za długie/ rozciągnięte godziny/ wygładzam na biodrach/ nagły dreszcz…./ …zrzucam z siebie niewygodne myśli/ ubrana tylko w jedwab twoich dłoni/ znowu czekam (s.20) o pełnym obietnic wieczorze/ który nie zdążył zakwitnąć/ czułym porankiem (str.21) to tylko ciepła myśl/ biegnąca do ciebie/ poprzez zimową noc/ tylko dotyk palców/ zapamiętany / przez moje ciało/ to tylko wiersze/ które czasami piszę (str.22) łowisz niesłyszalne dźwięki, owijasz rzeczywistość bibułką wyobraźni…/ …po tamtej stronie/ może spotkasz siebie/ sprzed lat (str.23) jestem jak czyste płótno/ na którym / możesz namalować/ wszystko co chcesz/ trwały świat/ pozostanie nawet/ gdy już odejdziesz. (str.25) kiedyś lato/ wspinało się na palce/ i pijane zapachem malin/ sięgało nieba/ ptaki siadały / na jego ramionach/ i świergotem oplątywały ręce…/… tylko zmarznięty motyl/ przytulony do liścia/ na przekór jesieni/ śpiewa tęczą kolorów/ nie rozumie/ dlaczego nikt go nie słyszy (str.26)

zamknięta w krysztale/ minionego czasu/ jeszcze próbuję dopasować/ dotyk do ciepła skóry/ spojrzenie do zarysu policzka, / z tej układanki/ wychyla się/ odrażająca twarz bazyliszka/ narasta piskliwy chichot/ kryształ pęka (str.28) twój głos/ otula mnie/…/ opuszkami myśli/ dotykam go/… szorstka codzienność / otworzy okno(str.29) mrugnąłeś/ i rzęsami/ zmiotłeś ze świata/ wszystkie motyle/ nie otwieraj już oczu/ pustka cię oślepi (str.32) może teraz / z pustych dłoni/ wyrosną nowe liście/ może powoje ramion/ oplotą nowe drzewo/ w kropli żywicy na języku/ odnajdę jutrzejszy dzień. (str.33) szampan przestał smakować/ twoje szare słowa/ zaczęły wyciągać/ coraz dłuższe kosmate macki/…strząsnęłam z siebie szarość/ pobiegłam prosto w słońce/ pozostałeś na ławce/ zaplątany jak ćma/ w ciasnej sieci swych zmarszczek (str. 34)

myślałam, że w twoich oczach jaśnieje płomień/ a to był tylko odblask/ świecącego w kącie telewizora/…myślałam, że mogę twoje słowa/ zbierać jak nasiona kwiatów/… wyrosły z nich tylko/ kolczaste osty/ dobrze chociaż/ że nie trzeba ich podlewać. (str.35) stukot pociągu / przytakuje moim myślom/ znowu oswajam przyszłość (str.37) nawijam nici na szpulkę rozsądku/ i chowam w pustym pudełku…/ idę otulona twoim milczeniem/ zostawiam na piasku niewidoczne ślady (str.38) oplątany jedwabnym kokonem/ zapomniał imiona przyjaciół…/ wzniosła z butelek i książek/ ofiarny stos/ na którym spopieliło się/ jego serce (str.41) a jednak pnie się w górę/ dotyka horyzontu/ za którym obietnica/ nowego świtu (str.65) słowa budzą echo/ krążą/ aż czysty dźwięk dzwonów/ zapisze je w murach/ na zawsze (str.66) wszędzie biało/ ukryte pod śniegiem/ kłamstwa/i niedobre myśli/ drapieżna nienawiść / przycupnięta/ pod zimowym świerkiem (str.67)

Dla porówniania niektóre metafory

Haliny Poświatowskiej,

ze zbioru wierszy: Halina Poświatowska „Wszystkie wiersze” – Wydawnictwo Literackie 2005, (bez podziału na rodzaje, zostawiam to badaczom literatury):

… brunatne ramiona/ ciepłe/ oplatające jaka węże/ szyję kochanka (str.16) błyskiem zębów/ potrafię ubrać niebo/ w najpiękniejszy wschód miłości (str.18), pod szeleszczącą suknią/ jestem wspaniałym elastycznym manekinem (str.21), wlokąc za sobą cię/ pijaną wiatrem ulicą/ miłość odeszła (str.26) Jestem Julią, mam 23 lat/dotknęłam kiedyś miłości/ miała smak gorzki/ jak filiżanka ciemnej kawy (str.35) w zadąsanym futrze/ uklękłam na trawie/ i nie mówiłeś nic (str.43) pośrodku suchych palców/ tańczy kwietniowy wiatr/ gnę moją zieloną szyję (str.45),

skościałe głodem palce/ nachylam je rozginam/ na słoneczne promienie wabię/ spełnienia tarczę okrągłą (str.52), morzem jesteś/ morzem przeklęcie zielonym/ w którym ja muszla/ o smaku dojrzałych ananasów/ zatapiam głowę( s.129), po odrobinie/ zachodzimy w wieczorne niebo (str.155), moimi liśćmi/ wiedza zakwita/ unieśmiertelniam/ świadomie / bezczelnie/ na skraju drogi (str.171), przytuleni do chwili/ w myśli/ budują kwadratowy dom/ zapełniają go tkliwością/ dymi/ płoną/ samobójcza przestrzeń świecąc/ złoty warkocz niebu uplotła/ noc (str.255)

ręce toną po łokcie/więc rękoma pełnymi dnia/ mówię- kocham (str.277), bezimiennie /wyrasta nade mną niebo/ i coraz bliższa/ bez imienia/ ziemia rozkwita (str.352), przed chwilą mówili mały, interesowny płytki/ a teraz cisza ich słowa zarosła (str.431), teraz skrzętnie na kolanach/ zbieram okruszyny prochu/ by na środę popielcową/ było dość (str.523), ściany pobielone troską/ nabierają doskonałych kształtów/ przywierają doi siebie kąty/ kwitną proporcje (str.605), tkliwością napełnię moje włosy/moje żywe włosy/ moje palce, paznokcie/…/ poprzez czyste szkło/ prześwituje różowo/ tkliwość (str.617).

W obu lirykach dominują motywy roślinne i zwierzęce, czasu i przestrzeń, mnogość kolorów, smaków, dźwięków, w całości poświęconej zmysłom. Sensualizm ciała i duszy emanuje namiętnością i pragnieniem miłości. Nie ulega wątpliwości, że tego dotyku zmysłami nie byłoby ( w obu przypadkach) bez doświadczenia, zdobytego dzięki zmysłom. W liryce obu pań dominuje bóg miłości Eros i Mors - bogini śmierci. Każda z nich podkreśla swą kobiecość, swą cielesność. Obie nie boją się tego.

 

Konkludując: Wiersze Kaliny Izabeli Zioła wzruszają i uczą jak odrzucić to, co jest nieistotne, aby w pełni korzystać z wolności, tylko i wyłącznie z wyboru płynącego z serca. Zatrzymać się na chwilę, rozpocząć najintymniejszą rozmowę z poetyckim prologiem utworów zrodzonych z nadziei. Wiersze miłosnego szlaku, podane maestrią słowa pozwalają wędrować w głąb przeżywania. W głębi tej tajemnicy z autorką wędruje czytelnik.

Czy jeszcze czegoś więcej można oczekiwać od wierszy?

Kolejny poetycki zapis Kaliny Izabeli pozwala wędrować po drodze na której autorka pozbierała okruchy miłości, przefiltrowała własnym wnętrzem, co jej poezji nadało szczególnej emocji i znaczenia.

_________________________________________________________________________________

 

Kalina Izabela Zioła „Okno niepamięci, Wydawnictwo: Biblioteka „Tematu”, Warszawa 2013, s.72

"

Danuta Bartosz

W tomiku „Kwaśne winogrona” warkocz Kaliny Izabeli Zioła spięty poetyckimi perełkami

Kalina Izabela Zioła zapowiada kwaśne winogrona. Okazało się jednak, że winogrona są już dojrzałe i mają słodki, wyrafinowany smak. Od jabłka Ewy do winogron Kaliny nastąpiły zmiany epokowe. Od nacisku na „duszę” na „rozum”, na „uczucia”, przyszedł czas na „Osobę i czyn”. Tak jak mówił Karol Wojtyła - sama osoba nic nie znaczy. Liczy się osoba i czyn oraz prakseologiczna skuteczność działania.  Autorka, do przypisywanych kobiecie uczuć dodaje wymiar woli, wolności, pragnienia piękna i twórczego działania. Wolność staje się artystycznym tworzywem.

Pasją Kaliny są podróże. Z nich rodzi się natchnienie poetyckie, poruszające jej wyobraźnią. Podobnie jak Matsuo Bashō krótką formą haiku notował wrażenia w swoim podróżnym dzienniku, Kalina Izabela Zioła w codziennym diariuszu zatrzymuje wrażenia krótką myślą, wierząc, że ogniwem łączącym ludzi jest miłość.
Wiersze autorki opisują jej peregrynacje przez najpiękniejsze uczucia. Mają zapach miłości, pożądania i refleksji, przy czym autorka świadoma jest, że uczucia nie mają praw własności zapisanych w księdze wieczystej. 
W wierszu „Andaluzja” poetka utrwaliła wieczór „pulsujący rytmem namiętności”. To subtelna liryka pełna miłości, zakochania, intymności, przy czym utracona miłość to nie koniec świata.
„Nad Morzem Czarnym” jest zapisem odczucia empatii poetki wobec różowej meduzy wyrzuconej na plażę, podczas gdy bezlitosne morze wciąż tak samo szumi.
W „Pocztówce z Krymu” pisze:
„Krymskie wieczory słodkie jak wino
ciemność pulsuje cykad śpiewaniem”
„wygrażają obłokom
ostre szczyty gór
wysokich jak lato
i jak moje szaleństwo

wracam do domu”.

Autorka już może wracać. Podczas trzytygodniowej wędrówki zapisała swój diariusz. Trzeba sięgnąć po następny rozdział, w którym przedstawi potrzebę więzi z innymi, przeciwwagę osamotnienia i izolacji człowieka.
W wierszu „Sonet”, pełna pokory, nie zamierza konfrontować
się z „Sonetami krymskimi” Mickiewicza. Pisze:
„Nie przywiozę ci sonetów z Krymu”,
„Mogę przywieźć tylko granie cykad
i wierzchołki gór skąpane w deszczu”
„garstkę mgieł porannych”
„Może nawet sól z Czarnego Morza...
Tylko nie proś mnie o sonet z Krymu”

W „Turcji” – „blady półksiężyc dyskretnie zgasił lampę”. 
W „Wenecji” – „pałace moczą zmęczone nogi”, „smukłe gondole niesione szeptem kochanków kołyszą się sennie”, a „”słodkie cappuccino nigdzie nie jest tak gęste i kuszące”. „Wenecjo”, pisze poetka: „ dotykam palcami ścian: mogę przestać istnieć”.

Wiersze wypełnione światłem i tęsknotą do ludzkiego serca, aby w nim złożyć najpiękniejszy dar miłości: w „Zimnej Szwecji”/ „sprzedają każdy uśmiech/ sprzedają każde słowo”, „i serce, w którym zawsze miejsce na nową miłość”.
W „Nike paryska” – „biała Wenus daremnie wyciąga kalekie ramiona” „i tylko Nike z okrzykiem zwycięstwa rozwija skrzydła”, pod którymi skryło się pragnienie bezpieczeństwa i tożsamości, własnej autonomii i odrębności.

W drugiej części tomiku – „W gałęziach ciszy” – wiersze zanurzone są w przestrzeni uczucia. Człowiek nie jest „substancją” osobną w sobie, lecz relacją do innych i przez tę relacyjność staje się sobą. Głównym motywem jest spotkanie: kobieta i mężczyzna, przeplatająca się miłość, tęsknota, oczekiwania. Studium natury ludzkiej, kobiety pragnącej miłości i kobiety świadomej swojej wartości, zakłada nie tylko wzajemne zrozumienie, ale pozwala zachować własną autonomię i wolność.
Poetka nie maskuje swoich pragnień, nie ukrywa kobiecości, wręcz przeciwnie, eksponuje ją. Wszystko osadzone w głębokich przemyśleniach filozoficznych, koronkowej liryce, subtelnie zawoalowanych erotykach, które tylko muskają jej nagość. Pożądanie jest rzeźbą, której artystka oddaje całą siebie. („Motyl”)
„z kokonu ramion nagle
jak motyl wzlecieć w niebo”.

(„Szał”) – „co raz wyższy cwał, coraz wyższy krzyk/ krzyk tak wysoki/ że szczytem/ rozdziera niebo”.  Uniesienie, inspirowane obrazem Podkowińskiego, na którym kobieta dosiada konia, obejmuje go za szyję, ma zamknięte oczy, jej rozwiane włosy splatają się z końską grzywą.  I w obrazie, i wierszu trwa szał zmysłów. Mając ogromny dystans do siebie, poetka nie zna poczucia samotności. Jest jednak świadoma, że w relacji „on – ona” nie wszystko ma charakter „constans”, a więc wielkość, którą przyjmuje się za stałą, niezmienną. To lot motyla, którego wiatr znosi na pobocze zaplanowanej drogi. 
Pod wpływem kontrowersji podczas pierwszej publicznej wystawy „Szału uniesień” Podkowiński zniszczył swój obraz. Został on odnowiony po jego śmierci.
W podobnej sytuacji Kalina Izabela Zioła pisze: („Kwaśne winogrona”) „zamknąłeś nagle drzwi/ za moim/ zbyt śmiałym spojrzeniem/ lub może/ głośnym śmiechem/ słowami bez sensu/.

Palce, dłonie, całe ciało zapewniają kontakt z magią uczucia, rozumianą nie tylko rozumem. („Pamięć”)
„To tylko/ cierpko słodki smak/ kradzionych pocałunków”
(„Niewinni czarodzieje”) – mają przepastne oczy/i karminowe/głodne usta”
(„Pustynia”):
Szukam ciepłej dłoni
Szukam błękitnych jezior
Szukam strumienia
Czystych słów
Nie zdążę:
oaza za daleko”

„Fantazja”:–
„ Zza rzęs firanki
zza zasłony splątanych włosów
patrzę zdziwiona

więc to już wszystko?”

W wierszu „Słowa” pisze:
„W kopercie uśmiechu
nie zamykaj słów
pozwól
by trzepotliwym rojem
uniosły się
i oślepione słońcem
osiadły na powiekach
wplątały we włosy
powiedz coś
na co czekam
choćby szeptem/”.

W „Przypływach” do wolności wyboru między „mogę” a „muszę” poetka wprowadza marzenia: „chciałabym”. Wolność, wielka siła człowieka, wybiera te najskrytsze pragnienia, może uda się je spełnić?
„chciałabym
dziś odnaleźć
w sobie
tamtą kobietę
która
żaglowcem dłoni
odkrywała wciąż nowe
zatoki twego ciała
…„chciałabym dziś odnaleźć
w sobie
tamtą staruszkę
która
szydełkiem czasu
wydzierga mapę zmarszczek
na twojej gładkiej twarzy”.

Nadzieja rodzi się w bólu i tęsknocie. Z czułości i pocałunków już utkała mu ciepły szalik, „chociaż on nie nosi szalików i nie lubi czułości”.
Kalina Izabela Zioła kocha każdy dzień, świadoma, że najlepsze jeszcze przed nią. W wierszu „Motyl”:
„To przecież proste
skoczyć w głębinę oczu
zapomnieć to co było
zanurzyć w twoich dłoniach
po raz kolejny uwierzyć
że może miłość”
...
„z kokonu ramion nagle
jak motyl wzlecieć w niebo
proste”

Kalina Izabela Zioła uwielbia motyle, ma nadzieję, że pewnego dnia zapachem trawy na łące uniosą ją w nieznane.

W języku poetyckim autorki wyraźnie dominuje funkcja estetyczna nad poznawczą,
a także nad impresją i ekspresją – wyrazistym i sugestywnym sposobem wyrażania uczuć. Ona je splata, łącząc koronkowym słowem. Wysoki stopień organizacji wypowiedzi, zastosowanie puent i metafor, środków odpowiadających za piękno stylu artystycznego pobudza czytelnika do myślenia i wieloznacznej interpretacji, a przede wszystkim sprawia, że każdy chociaż przez moment może znaleźć się w magii lepszego świata.

Z czystym sumieniem polecam „Kwaśne winogrona” Kaliny Izabeli Zioła. Jej kobieca liryka, w klimacie Haliny Poświatowskiej, jest szczególna i oryginalna, pisana zmysłami. Dlaczego je ukrywać?

Kalina Izabela Zioła: "Kwaśne winogrona", RADWAN Wydawnictwo Literackie i Naukowe, Tolkmico 2012, s.66

Danuta Bartosz: KRÓRY BYTUJESZ TU I WSZĘDZIE

„Jeśli ziarno nie obumrze” to kolejny poetycki tomik Tomasza W. Rzepy już tradycyjnie zachowujący metafizyczny styl, tym razem ma postać stricte religijną.
Jeżeli podzielimy metafizykę według, wywodzącego się od Arystotelesa, scholastycznego podziału na metafizykę ogólną, zajmującą się w klasycznym ujęciu bytem jako bytem, i metafizykę szczegółową, zajmującą się sprawami Boga i duszy, to w ontologii Tomasza Rzepy mit sąsiaduje z prawdą biblijną. Wyobraźnia sięga głęboko w zakamarki losu, a szczęśliwym jednoznacznym chrześcijańskim panaceum na wszystko jest obecność Boga:
„Nigdy nie będziesz samotny/ jeśli swoją nadzieję/
swoją perłę i skarb/ złożysz w ręce Boga”. ("Opatrzność)
oraz z liturgii Matki Bożej:
„Madonna szepcze/ jestem z tobą/ i rosną serca/ kwitnie ziemia”. („Madonny szept”)

Kult wiary, uwolniony w procesie twórczym autora ma charakter dydaktyczny, wyrażony po to, by dotrzeć wszędzie, i wszystko otworzyć kluczem Pisma Świętego, Jego przesłaniem..
Za myślą Georgesa Bernanosa „Nadzieja jest ryzykiem, które trzeba podjąć” autor nie szuka nadziei w codziennej rzeczywistości zdominowanej komercją i złem. Podejmuje ryzyko stawiając wyłącznie na nadzieję misji Jezusa, który przyszedł na świat po to, abyśmy byli na Jego obraz i podobieństwo:
"Bo Bóg się w tobie/ wciąż przegląda/
ty jesteś Jego podobieństwem". (str.17 - bez tytułu)
Tytuł tomiku implikuje świat doznań wewnętrznych na poziomie introwertycznych wynurzeń poety. Nieprzypadkowy. „Jeśli ziarno nie obumrze” - ziarno z ziemi zmartwychwstanie. Pan Bóg przyjmie ofiarę męczennika obietnicą Zbawienia.
"Trzeba umieć dać świadectwo/
Bogu złożyć wszystko z siebie". ("Jeśli nie obumrze ziarno")
"Za cierpieniem postępuje łaska/ niebo otwarte dla nas". (Katedra łaski)
.
Tomik jest zapisem modlitwy autora. „Najwyższy - jesteś mówi mi to wiara/ okruchy nieba rozproszone w świecie/.
"Jak mam Ci to powiedzieć/ jak wyznać Ci to, co mnie wypełnia/
czyni Twoim sługą” (bez tytułu-str.36 )

To, co my nazywamy przypadkiem, jest być może logiką Bożą. Wydaje się, że radykalny przekaz poetycki autora nie odkrywa nowych perspektyw w nim samym i w świecie otaczającym go, on utrwala dogmaty już istniejące. Tom wierszy zanurzony głęboko w filozofii chrześcijańskiej. Obraca się wokół niezmiennych przesłań Biblii, które stanowią jądro twórczości autora. Odnosząc się do naczelnych wartości Bytu - Kresu i Sądu autor sprawdza nas po to, by ugruntować przeświadczenie o wielkości wiary Zbawienia:
„Chleb który nam dał/ da nam życie wieczne/
pomoże i wzmocni/ uczyni godnymi”. (Manna)
Zapis osobistego rozliczania się z życiem i sprawami, które miały wpływ na kształtowanie się osobowości autora. Przeświadczony o dogmacie Jezusa i Maryi wprowadza poetycką dydaktykę utrwalającą pewnik: Pan Jezus przyszedł na świat aby nas zbawić:
"Abyśmy wytrwali/ Bóg nam siebie dał/ karmi nas swym ciałem/ poi świętą krwią". (Manna)

Sąd Ostateczny rozliczy dobro pozostawione na ziemi. Złe uczynki nie obronią się.
W życiu na ziemi zbyt wiele pokus, trudne wybory pomiędzy złem i dobrem:
„Śniegu napadało/ los się nam poplątał/
a w drodze ni światła/ ani drogowskazu". (Śnieżna i Gromniczna)
albo:
"To zło tańczy dookoła/ szatan nocą wije sieci/
A kto wytrwa/ a kto wyzna/
kto jest Boży/ kto szatana". (Motyw z Apokalipsy)
Przez pryzmat własnego, szarego, pojedynczego istnienia poeta przytacza prawdy i dogmaty wiary chrześcijańskiej. Należy traktować ją jako kolebkę kultury i wszelkich unifikacji.
"Boże nieba/ gwiazd serc raju/
który bytujesz/ tu i wszędzie". (Credo)
"Co po nas zostanie/ pieczęć naszych dusz".
"Tylko tyle/ile zdziałałeś miłością/” (Tylko tyle)

Epicki ciąg słów zastępuje metafora metafizycznej idei:
"Kiedy policzkują mnie/ wiem, że Ciebie też ranili/
Kiedy słowem mnie biczują/ mówię sobie nie ja sam". (Nie zostawiaj nas)
"I anioł przyszedł/ z tą największą misją/
na jednym słowie/ zawisło zbawienie/". (Zwiastowanie)
"Chrystus jest życiem/ więc podniesie mnie/
z marazmu upadku/ letargu i sny". (Gdy wierzę w Chrystusa)

Modlitewna próba kreowania Prawdy, Miłości i Dobra w stale gasnącej społecznej świadomości, wierna swojej poetyce. Jest to pozycja elitarna. Dla smakoszy i miłośników doktryn kościoła, filozofii pochodzącej z bram nieba:
"A to jest jak życie budowane na ziemi/ ku niebu się wznoszące/
w nim jest bowiem koniec/ a ty nie wiesz o tym".
"To ta gwiazda wskazała ci drogę/ zapadła ci w duszę/
wejdź więc w nią pospiesznie/ odnajdź tropy Boże"
"Czy nadzieja w nas zwodzi/ czy jest jak krzyk mew/
ląd zwiastujący/ jak cisza przed świtem/
Czy jej starczy Chryste/ na Twe zmartwychwstanie/
czy w to uwierzymy/ by zmartwychwstać z Tobą".

Kto mówi o zwycięstwie: przetrwać, oto wszystko”(Rilke)- autor jest pewien zwycięstwa. Można pokonać słabości, trzeba tylko chcieć dopasować się do miary skrojonej dekalogiem Góry Synaj. Wszystko inne wydaje się płaskie, bez znaczenia.
Wiara staje się musem. Bez niej człowiek nie istnieje. Jest nadzieją, obietnicą blasku zbawienia.
"Odejście w siebie/ najdalej najgłębiej/
gdy pokonasz hydrę/ gdy odszukasz blask" (Odejście)
Poezja Tomasza Rzepy jest próbą odpowiedzi na pytania nurtujące człowieka, zachęca do budowania trwałej wspólnoty między ludźmi, prowadzi do bardziej osobistej relacji z Synem Boga, mówiącym "Jestem Drogą, Prawdą i Życiem. Nikt nie przychodzi do Ojca jak tylko przeze Mnie". J 14,6.
Tomik „Jak ziarno nie obumrze” Tomasza Rzepy, wydany w październiku 2011 roku to kolejna próba promocji fascynującego świata literatury - poezji, najszlachetniejszej gałęzi sztuki. Poetycki przekaz wierszy jest odważny, zdecydowany, często sugeruje definicje określonego zachowania.
Poezja Tomasza Rzepy, przekazana czytelniczej refleksji, zdecydowanie zachęca, aby wyobraźnią i śladami własnego życia przemierzać kartami Ewangelii tajemniczą Drogą Chrystusa. Czy autor nas do tej drogi przekonał - zależy od empatii - umiejętności wczuwania się w stan wewnętrzny drugiej osoby - chociaż niekiedy poza wrażliwością obowiązuje tradycja religijnej orientacji. Bóg jest Jeden, tylko wszyscy chcą Go zawłaszczyć, dlatego wyzwania poetyckie Tomasza Rzepy polecam tym czytelnikom, którzy poszukując nadziei pragną wyciszenia.

 

Tomasz W. M. Rzepa: „Jeśli ziarno nie obumrze”

 

Wydawnictwo „Flos Karmeli",

Poznań 2011,  str. 60. Redaktor: Andrzej Sikorski

 

 

Danuta Bartosz

Na wlukanie nie zbudujesz trwałej budowli

Wbrew powiedzeniu, że myśl jak orzeł nie znosi zamkniętych przestrzeni, haiku doskonale czuje się w hermetycznej klamrze sylab dowodząc, że kilkoma wyrazami można wyrazić wszystko.
Bywają myśli celne jak strzała, trafiające prosto w dziesiątkę.
Haiku trafia w siedemnastkę. Są to myśli, które udało się zamknąć pod nadzorem sylab. Na pytanie: ile zasad tworzy siedemnastosylabowe haiku( stała ilość sylab: 5+7+5), Lech Konopiński w zbiorze "Haiku bez liku" odpowiada, że typowa forma prowadzi czytelnika do satori, to jest oświecenia - olśnienia, zrozumienia istoty rzeczy.
Haiku - najpopularniejszy japoński gatunek literacki imponuje zwartością, celnością, obiektywizmem, inteligentnym dowcipem i wyrazistą pointą. Kategorie estetyczne zmieniają się w zależności od kunsztu błyskotliwości, zamiaru, mądrości i poczucia humoru autora. Myśl wyprzedza czas. Czytelnik kontemplując haiku stara się nadążyć za wyobraźnią autora.
Tworzenie haiku to ekwilibrystyka, taniec na linie. Nie tak łatwo ujarzmić myśli w kilkunastu "constans" sylabach. Nie tak łatwo utrzymać się na linie. Zachwianie równowagi powoduje upadek.
Można powiedzieć, że haiku to tzw. eksklamacja - zdanie wykrzyknikowe, zawierające ważną treść otwartą - pobudzającą do refleksji. Jest prawdą, podglądem istoty rzeczy. Samo „metrum” jest stanowcze, bez dywagacji.
Czy istnieje haiku wzorcowe, któremu dałoby się przypisać zastosowanie wszystkich podręcznikowych dziewiętnastu zasad tworzenia tej formy?

Nie znam dostatecznie poezji japońskiej i krajowej, aby wypowiadać się w tej kwestii. W literaturze polskiej nawiązywali do niej: m.in. Cz. Miłosz, S. Grochowiak, L.Konopiński. Miłosz odrzuca wymagania regulaminu, Grochowiak w "Haiku-images" dochodzi do 40-50 sylab - co oznacza, że każdy nierymowany trójwiersz można nazwać haiku. Pytanie: po co?
Lech Konopiński stworzył własny styl pisania, dzięki któremu haiku osiągnęło poziom najwyższego mistrzostwa.
Strofy jego haiku cenię za to, że wprowadzając nastrój kontemplacji (sabi), dają możliwość rozumienia meritum słów i rzeczy (shiori), a jego delikatna obserwacja (hosomi) zachowań człowieka wtopionego w otaczającą naturę jest połączeniem wartości estetycznych z brutalnym życiem, które przynosi nam XXI wiek. Nic dziwnego, że w świadomości Lecha Konopińskiego jak i Matsuo Basho - prekursora haiku, nie istnieje haiku bez satori, bez wewnętrznego oświecenia, bez kontemplacji.
O reszcie, idąc za radą Miłosza, trzeba zamilczeć.
Podobnie jak haiku klasyka Basho (Jesienny wiatr złamał suchy konar morwy, Melon w rannej rosie świeżo obłocony) Konopiński jest konsekwentny w utrzymaniu siedemnastosylabowego rytmu (5+7+5):
U Konopińskiego zachowana jest czystość literacka i zasady haiku m.in.:
En - czar zmysłowy, ale również piękno delikatne, jasne, działające na zmysły, Fuga na makoto - prawda piękna:
Pęk kwiatów narwij
by odwdzięczyć się tęczy
za wszystkie barwy

Makoto - prawda rzeczy. Mono-no-avare - patos rzeczy (okrzyk: Boże uchowaj (w haiku:   Mocna budowla
nie stanie na wulkanie
Boże uchowaj)

Okashi - zabawne, czarujące, rozkoszne:
Sam nie zostanę
zgrabne panie z mieszkaniem
poszukiwane

.. Yugen - piękno głębokie, odległe i tajemnicze. Yoen - zmysłowy czar:
Woń lasu chłonę
ku przygodom mnie wiodą
nimfy szalone

Ushin - nastrojowość, emocjonalizm, symbolika. Haikai-renga, czyli żartobliwe renga:
Pójdę za tobą
jak szatan na skraj świata
i legnę obok

Fueki-riu - stałą zmienność.
Kigo –odniesienie do pory roku lub dnia oraz kire –podział wiersza na dwie w pewnym stopniu niezależne części:
Szczęśliwa dola
wpadł rower na podkowę
kark złamał kolarz


Najlepsze haiku często świadomie nie pozwala na jakąkolwiek konkretną interpretację, a jednak pozostawia w odbiorcy ulotne, refleksyjne odczucie, które chciał przekazać poeta.

Matsuo Basho:

Późna jesień
Mój sąsiad
Myślę o tym, jak żyje

Jesienny księżyc
Przypływ pieni się
U samej bramy

Płatki żółtej róży
Grzmi
Wodospad

Chorując w podróży -
Nad suchym wrzosowiskiem
Wędrują sny



Lech Konopiński:

Doradzam wszystkim
rwijcie życie w rozkwicie
nim zwiędną listki

Mocna budowla
nie stanie na wulkanie
Boże uchowaj

Słowa i gesty
połowa twych zachowań
pozorów festyn

Między haiku Matsuo Basho a Lecha Konopińskiego jest jednak zasadnicza różnica:

Haiku Konopińskiego są rymowane (w pierwszym i trzecim wersie), co wśród hajinów nie tylko w Polsce, ale i na świecie stanowi ewenement. Lech Konopiński - prekursor tej nowej formy wyrazu, Polski Mistrz Rymu wygrywa nie mając konkurentów.

Łatwo stać na piedestale
gdy cię podczytują stale
Zbiór "Haiku bez liku" przez wiele lat będzie wzorcowym podręcznikiem sztuki pisania tej tak trudnej, 17 sylabowej formy wyrazu, dodatkowo ozdobionej soczystym rymem i iskrzącą się ekspresją. Wydanie tego zbioru jest niecodzienną szansą na poznanie szerokiego wachlarza twórczości Wielkiego Mistrza Lecha Konopińskiego- satyryka, tekściarza piosenek. dziennikarza, fraszkopisarza, bajkopisarza i aforysty.

 


"Haiku bez liku" - autor Lech Konopiński
Druk: Fisher Poligrafia, Katowice
Skład: Pracownia Plastyczna Kaligraf
Opracowanie graficzne: Jarosław Mugaj
Tłumaczenie wiersza "Kanikuła": Michiko Tsukada
Wyd.: Wielkopolska Agencja Literacka
ISBN 978-83-923608-5-8
Poznań, 2010

 


"Iskro pałająca" 
autor Tomasza W.M. Rzepa
Wydawca: FLOS KARMELI Sp. z o.o
Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć. .
www.floscarmeli.poznan.pl
Poznań, 2009

Danuta Bartosz o tomiku Tomasza W.M./ Rzepy "Iskro pałająca":


Kolejny zapis poetycki Tomasza W. Rzepy ofiarowujący przemyślenia, nad którymi warto się zatrzymać. Ocierając się w życiu o "gorzki smak spełnienia" i tym razem, dojrzały twórca nie unika autobiografii i goryczy autoironii.
"Niech zazna jawy sen gorzki o szczęściu" - niestety, oniryczna rzeczywistość autora nie spełnia sennego marzenia. Kierat życia jak karuzela, na której koniec spotyka się z początkiem - zawsze budzi się od nowa w kolejnym dniu niepewności.

"I kręci się i kręci, a jak spadnie gwiazda - po niej jest ciemność".

Powoli czas na podsumowanie żku przygodom mnie wiodąycia - na testament, wszabr /.k umieramy stale i od dawna, pozostawiając zastygłe stalaktyty ludzkie, ślad odbity na ścieżce istnienia. Śmierć podpełza i trudno wydobyć z siebie więcej młodzieńczej wiary i zachwytu i tylko żal do czasów "tamtych minionych".

Autor marzy i czeka na kogoś, kto

"ogrzeje serce chore, kamienne i z lodu, kto mu wiosną będzie.

Niech muzyka przerwie krąg zaczarowany, niech w oddechu zakwitają kwiaty, podobne do gwiazd…"

Ta personifikacja nie daje odpowiedzi, tylko pokazuje stłumione, zgaszone pragnienia.
Sztuka w swej czystej postaci jest umiejętnością precyzowania metafizycznych wyobrażeń, na które los człowieka daje odpowiedź nie zawsze zgodną z zamiarem autora. Autor smagany rzeczywistością czasu komercji zdecydowanie już wie, że to, co nie znika, to sny. Pewne są tylko marzenia.
Jakże słuszne są zawołania autora:

"Istniejemy na tyle/ na ile śpiewamy tę piosenkę/tę piosenkę krwi/ w niej wilk zawyje/ zachrobocze mysz/ i my sami nad sobą płaczemy, płaczemy…"

oraz:

"Pochwalony niech będzie byt i życie,

co się z niego rodzi…"

Poezję Tomasza W. Rzepy- nazywam liryką podsumowań, ponieważ koncentruje się wokół zagadnień egzystencji ludzkiej, odczuwania piękna natury, ale i przemijania z perspektywy nie tylko jednego dnia, ale także z dotychczas przebytej drogi, aby w pełni zrozumieć jej sens.
Jakiego innego rodzaju wzruszeń oczekiwać od poezji?

Panie Tomaszu: Pochwalony niech będzie byt i życie Pana i to, co się z niego rodzi, a więc słowo, rzeźba pamięci. Ślad, którego wiatr nie zdmuchnie, bo Słowo - iskra pałająca, w przeciwieństwie do człowieka - nie umiera.

Słowo jest ponadczasowe! Można je wskrzesić.

 

 

Tomasz W. M. Rzepa: „Jeśli ziarno nie obumrze”

Wydawnictwo „Flos Karmeli",

Poznań 2011,  str. 60. Redaktor: Andrzej Sikorski

 



Danuta Bartosz: "Otulić resztki świata" :

Piękno natury w tomiku Niny Szmyt "Wiersze niektóre" wyraża się kreowaniem przyrody, opisem relacji człowiek - natura. Obserwując zachowania bliskich osób autorka wędruje z nimi dotykając zwykłej codzienności. To nakaz płynący z serca, aby zatrzymać się na chwilę, aby odnaleźć cichą przystań nad Wartą, gdzie "niebo z ziemią mgłami się łączy", a pora roku wyłuskuje ukrytą chwilę dnia.

"Piszę listy jesienne w maju
pada deszcz
liść jesiennie szeleści
i tylko kalendarze przypominają
że lato będzie jeszcze"

Autorka porusza wachlarz tematów odnoszących się do odczuwania piękna natury, ale i przemijania, do matczynej miłości i troski.
W wierszu "Słodki wiejski obrazek, czyli popołudnie u Tuńskich" pisze:

"Jest taki dom nad rzeczką
z cichą przystanią
gdzie las i łąka codziennie słodko
mówią dobranoc
gdzie każdy z gości przez domowników
szczerze przyjęty
gdzie rude krowy zwiastują wieczór
na trawie zżętej
Z łąki dochodzi śpiew żabich chórów
plusk wody z rzeczki
a przy altanie młoda kobieta
piersią karmi córeczkę"

Ważnym elementem dnia, kolejnym etapem drogi życia, jest jego schyłek.
Zmierzch, który mówi dobranoc. Cicha przystań i rechot żab dają ukojenie, możliwość spojrzenia na świat nie tylko z perspektywy jednego dnia, ale także z dotychczas przebytej drogi, idącej ku zachodowi. Matka karmi córeczkę… matka ziemia karmi nadzieje świata.

Autorka "wierszem, jak kromką chleba" dzieli się miłością i nadzieją pozwalając zakosztować światła, aby łatwiej było postawić w życiu kolejny krok w nieznane.
Dziecko - kolejne ogniwo łańcucha pokoleń i zżęta trawa odrodzeniem
i zmierzchem, wschodem i zachodem życia, aby budzić i otulać resztki lata i snów.

"Na ulicy Kolejowej wzdłuż torów
tylko nikła nadzieja, że coś się wydarzy
Na ulicy Kolejowej w maju pachną bzy
a woń pachnących krzewów
cicho się wiatrem kładzie"


Zapach bzu, targany przez wiatr nie przesłania świadomości, że człowiek zmieniając świat, stara się ingerować w jego prawa. Autorka wskazuje, że człowiek jest częścią natury, dlatego występuje przeciwko kolejnym pseudo-reformatorom, pragnącym udoskonalić naturę. Konstatując wierszem:

"Po wyboistym bruku ciszą poszarzałym
jakiś szmer, jakby kroki w tej ciszy zamęcie
a droga przecież pusta
ktoś po niej przechodzi?
- To przechodzi ludzkie pojęcie"


Kolejny świt - oby odnalazł bliźniego i otworzył drzwi zagubionego domu, dojrzał dumę modlitwy "wspierającej niebo i ramiona do utulenia", wszak świat jest nie tylko nasz, ludzi współczesnych, ale także człowieka, który dopiero przyjdzie.

Stawiając pytanie: czy musimy się z tym pogodzić, że wieki nie tylko tworzą, ale także rujnują Nina Szmyt poszukuje dobrem znaczonej drogi, aby łatwiej było postawić kolejny krok w nieznane.

"by jako obywatel świata
otwierać kluczem do wielu drzwi
niedostępne
niepoznane jeszcze światy
naukowych treści i znaczeń
tak daleko doszedłeś… profesorze"


Tak, tak daleko doszła autorka poszukując zagubione nadzieje, retuszując świat rzeczywistości. 


WIERSZE NIEKTÓRE - Nina Szmyt
Wydanie 2007
ISBN 978-83-905-862-5-0
Druk i oprawa:
ARKOCH
www.arkoch.pl

--------------------------------------------------------------------------------------------

Danuta Bartosz:

"Radiowy Hunter"

"Tabletki z krzyżykiem" - krótkie, zebrane w jednym tomiku felietony satyryka Marka Zgaińskiego, które można codziennie usłyszeć w Radiu „Merkury”. Mają moc oddziaływania niewspółmierną do lekkiej, krótkiej, wręcz koronkowej formy – krytycznej i zarazem konstruktywnej, abstrakcyjnej, a jednocześnie osadzonej w konkrecie.

Zgaiński będąc mistrzem dowcipu sytuacyjnego ma wybitny talent do operowania słowem i nastrojem oraz umiejętność łączenia tak charakterystycznego humoru z liryką, melancholią i zadumą. Jeden drobny zauważony przez niego "dysonans" rozbuduje do wielkości felietonu, bądź nawet scenariusza teatralnego.

Jego prześmiewcza filozofia wyłożona jest jasno i przystępnie, i z ogromną elegancją. Porównywalna do subtelnego humoru "Kabaretu Starszych Panów" Jeremiego Przybory i Jerzego Wasowskiego. A więc pochodzi z najlepszej szkoły dżentelmenów.

Za pomocą tej wycyzelowanej formy Zgaiński uodparnia słuchaczy na poczynania tych, którzy próbują narzucić „jedynie słuszny” osąd rzeczy czynów i myśli. Z ogromną swadą pokazuje własne podejście do dylematów moralnych, wypowiadając przy tej sposobności trafne uwagi o stereotypach. Obchodzi się bezceremonialnie z modnym dziś poglądem – że przekonania nasze są słuszne, gdy są spójne z uznanymi już przekonaniami moralnymi.

Marek Zgaiński, wychwytując codzienne paradoksy życia, pobudza do refleksji, daje własną odpowiedź na pytania: skąd się one wzięły, gdzie występują i dlaczego.
Nic, co zasługuje na kpinę, nie ujdzie uwagi autora.

"Radiowy hunter", satyryk – Marek Zgaiński, to myśliwy polujący na paradoksy życia. Trofea łowi jednym strzałem. Skutecznym. Wyjątkowo dowcipnym. Utożsamiając się z bohaterem, śmiejemy się sami z siebie.

W ironicznym postrzeganiu świata Zgaiński formą wyrazu nawiązuje do twórczości Miro Gavrana z Chorwacji. Pokazane sceny, wzięte prosto z życia, nawet te  bardzo dramatyczne, wyobraźnią autora podane w taki sposób, że stają się komedią. Podobnie jak w monodramie "Hotel Babilon" Miro Gavrana, w teatrze aktorka Teatru Mladenka Gavran w prześmiewczy sposób pokazuje zawiłą motywację tragicznej zemsty na swoim kochanku. To wielka sztuka umieć dramat zamieć w tragikomedię. Trzeba być mistrzem manipulacji. Gavran i Zgaiński nie mają z tym problemów.

Felietony Marka Zgaińskiego na stałe weszły do kanonu wielkopolskiej kultury współczesnej i stały się inspiracją dla coraz to nowych pokoleń mistrzów krótkiej formy i ciętego dziennikarskiego słowa.

"Tabletka z krzyżykiem"

"Felietony radiowe z lat 2004 - 2005"

Autor: Zgaiński Marek
Język oryginalny: polski
Kategoria: Literatura piękna
Gatunek: satyra
Forma: esej (szkic literacki)/zbiór esejów (szkiców)
Rok pierwszego wydania: 2005

Autor ilustracji Andrzej Tokarski
Wydawca Bogucki Wydawnictwo Naukowe, 2005
ISBN 836024703X, 9788360247037
Liczba stron 78

 

=========================================

Danuta Bartosz

 

Czasem trzeba popatrzeć na Monument aby dostrzec mądrość szczytu

Tomik polsko- angielski, lub odwrotnie angielsko -polski, w zależności od tego, na którą stronę okładki patrzymy. Prowokująca forma wydania i dwuznaczny tytuł - "pomnikt".
Antypody ocen: albo ktoś pisany dużą literą, albo nikt, równy zeru. Zależnie od punktu widzenia każdą ideę można podważyć lub zaakceptować. Filozofia apoteozy lub ruina, a po środku wątpliwości. Zbiór wierszy pisany potrzebą chwili, zmiennym nastrojem, wyrażony ewolucją poznawania świata.

Niełatwa sztuka życia i trudne wybory przybliżają tok myślenia autora, jego ciekawość i zachowania, które oscylują między łagodnością a brutalnością, a mimo to nie mogą być nazwane przestępstwem, wszak traktują o bólu i niespełnionych tęsknotach.

"agresje zapalają nam światło przed snem
zaciągając się mocno papierosem
agresje w węzeł krzyku ściągają nam twarz
zaciągając się mocno papierosem
……

I myślę, że tak musi być
Patrząc w twoje oczy
zaciągając się mocno papierosem"

W metaforach autor zadaje pytania dla filozofii moralności fundamentalne. Od ustalonych przez tradycję kanonów przyzwoitości, do tak zwanych zachowań przyzwoitych współczesnego świata. 
Czy istnieją wiarygodne przekonania etyczne? Od istnienia takich przekonań zależy zasadność naszych wzorów moralnych:
"Credo"
"nie wierzę, gdy składają świadczenia
nie wierzę, gdy składają ręce
………
napis wejście lub wyjście
zmienia się tylko nad drzwiami
nie wierzę bo nie mam ochoty
nie wierzę bo nie mam powodu
nie wierzę bo nie mam już siły
nie wierzę bo nie mam wyboru"

Marku, nie wierzę, że uwierzyłam, że świat tętni mądrością.  Czasem trzeba popatrzeć na Monument aby dostrzec mądrość szczytu. Będąc na szczycie widzi się więcej, ale trudno na niego wejść.

"jeżeli chcecie jeść
nie myślcie o migdałach
jeśli macie zamiar
zdajcie sobie sprawę"

Staram się zdawać sobie sprawę, nie mniej autorowi dziękuję, że zwrócił mi na to uwagę

 

"Monument" - wersja w jęz. angielskim
"Pomnikt" - wersja w jęz. polskim

autor : Marek Zgaiński
Wydawnictwo RAT
Druk.UAM
zam.nr 459/169 - 1000

 


"Monument" - wersja w jęz. angielskim
"Pomnikt" - wersja w jęz. polskim
autor : Marek Zgaiński
Wydawnictwo RAT
Druk.UAM
zam.nr 459/169 - 1000

Tomik polsko- angielski, lub odwrotnie angielsko -polski, w zależności od tego, na którą stronę okładki patrzymy. Prowokująca forma wydania i dwuznaczny tytuł - "pomnikt".
Antypody ocen: albo ktoś pisany dużą literą, albo nikt, równy zeru. Zależnie od punktu widzenia każdą ideę można podważyć lub zaakceptować. Filozofia apoteozy lub ruina, a po środku wątpliwości. Zbiór wierszy pisany potrzebą chwili, zmiennym nastrojem, wyrażony ewolucją poznawania świata. Niełatwa sztuka życia i trudne wybory przybliżają tok myślenia autora, jego ciekawość i zachowania, które oscylują między łagodnością a brutalnością, a mimo to nie mogą być nazwane przestępstwem, wszak traktują o bólu i niespełnionych tęsknotach.
"agresje zapalają nam światło przed snem
zaciągając się mocno papierosem
agresje w węzeł krzyku ściągają nam twarz
zaciągając się mocno papierosem
……
I myślę, że tak musi być
Patrząc w twoje oczy
zaciągając się mocno papierosem"
W metaforach autor zadaje pytania dla filozofii moralności fundamentalne. Od ustalonych przez tradycję kanonów przyzwoitości, do tak zwanych zachowań przyzwoitych współczesnego świata.
Czy istnieją wiarygodne przekonania etyczne? Od istnienia takich przekonań zależy zasadność naszych wzorów moralnych:
"Credo"
"nie wierzę, gdy składają świadczenia
nie wierzę, gdy składają ręce
………
napis wejście lub wyjście
zmienia się tylko nad drzwiami
nie wierzę bo nie mam ochoty
nie wierzę bo nie mam powodu
nie wierzę bo nie mam już siły
nie wierzę bo nie mam wyboru"

Marku, nie wierzę, że uwierzyłam, że świat tętni mądrością czytając Twoją poezję.
Dziękuję za nią

"jeżeli chcecie jeść
nie myślcie o migdałach
jeśli macie zamiar
zdajcie sobie sprawę"
Staram się zdawać sobie sprawę,
nie mniej dziękuję, że zwróciłeś mi na to uwagę
Oprac. Danuta Bartosz

dramatki - Marek Zgaiński

"Dramatki"
Artur Beling Marek Zgaiński
Opracowanie redakcyjne: Andrzej Buck
Opracowanie graficzne: Artur Beling
Komputerowe opracowanie graficzne: Agnieszka Migdałek
Korekta: Anna Tokarska
ISBN 83-87052-38-8
Wydawca:
And Oficyna Wydawnicza Andrzej Buck
65-001 Zielona Góra 1, skr. poczt. 191
"Dramatki" składają się z czterech następujących sztuk:
•  "Zastępstwo"
fragment:
"Gubernator: Tak córko. Nie pochwalam tego związku
Eliza: Ach ojcze,. Jak mnie tu znalazłeś?
Gubernator: Recepcjonistka jest moja konfidentką. Hehehehehe…
Eliza: Podejrzewałam to. Patrzyła na mnie tak dziwnie, jakby moje zachowanie zdradzało płomienne uczucie, które nas łączy, albo jakbym
przychodziła ty tylko po to, aby zażywać rozkoszy cielesnych… "
"Zdechł kanarek"
fragment:
"Aktor: Dlaczego pan tak sądzi?
Sufler: Przede wszystkim dlatego, że kanarek, doi którego pan ciągle się zwraca jest sztuczny i nie może odlecieć, a poza tym cały czas milczy jak
grób, podczas gdy pan mówi, żeby był cicho.
Aktor: To jest tylko taka konwencja, symbol.
Sufler: Symbol czego?
Aktor: Noo… wolności.
Sufler: Wolności, tak? (podchodzi do klatki).Kanarek ma być symbolem wolności? (wyjmuje go z klatki i podchodzi z nim do publiczności) Proszę państwa. Ta plastikowa rurka oklejona farbowanymi, kurzymi piórami ma być symbolem wolności, no pięknie!
Aktor: Czepia się pan. A poza tym to nie zależy ode mnie, tylko od autora, reżysera i scenografa.
Sufler: Więc pan jest tylko bezwolnym wykonawcą ich poleceń?
Aktor: Pan mnie obraża.
Sufler: Nie, Broń Boże. Wyciągam tylko logiczne wnioski…"
"Miłość na telefon" - w dwóch aktach
cytuję fragmenty:
"Widz II: Zaraz. Chwileczkę. Coś tu się nie zgadza (do kochanki)
Dlaczego pani tak się głupio upiera, że nie jest w ciąży?
Kochanka: Bo nie jestem.
Widz I.: Ale przecież pani jest aktorką. Niech pani zagra, że jest w ciąży.
Widz II. Niech sobie pani wypcha brzuch poduszką.
Ojciec: (schodząc w umowne kulisy) Coo?
Widz I: Albo lepiej niech pani zajdzie w ciążę Byle szybko.
Kochanek: Czy pan sobie nie pozwala na zbyt wiele? To jakaś aluzja, czy co?..."
"Ojciec: Też się panu córka puszcza?
Widz I: To moja prywatna sprawa.
Ojciec: O nie! Sam pan powiedział, że na scenie nie ma prywatnych spraw.
Widzi I: Tak, cholera, puszcza się. Zadowolony pan?..."
"PeeP SHOW czyli Zastępstwo drugie"
cytaty fragmentów":
"Aktorka( zza szyby) - No, co z tym światłem?...."
"Przepraszam państwa, chyba styczniki nie zadziałały… (podnosi papierosy i zapalniczkę, zapala papierosa).
Właściwie nie palę, rzuciłam po szkole…(pauza)(. Czy zauważyli państwo, jak często reżyserzy i współcześni autorzy wkładają do ręki aktora ten rekwizyt?. I nie obchodzi ich to, że sam zapach dymu może przyprawiać go o mdłości. No, ale papieros gra…(zaczyna ogrywać rekwizyt). Można pokazać zamyślenie… Zdenerwowanie… Zakłopotanie…, albo coś takiego…"
DB
"Poeci Rocka" - Antologia
Marek Zgaiński

Biblioteka Wydawnictwa "Tytuł"
Druk i opracowanie: Oficyna Wydawnicza "Akademos"
61-858 Poznań, ul. Grobla 8/10
Projekt graficzny: Bartłomiej Nowodworski
Skład komputerowy:
Przedsiębiorstwo Wielkopolska Inicjatywa Gospodarcza Sp.z o.o.
60-591 Poznań, ul. Hoża 2/13 tel. 061 877 5548

Zamiast wstępu:

Nie ma specjalnej tradycji pisania przedmów do poezji śpiewanej. Bo też poezja, którą się śpiewa, nie jest przez poetów do poezji zaliczana, Nie wiem, czy Bruce Springsteen albo Frank Zappa zostaną zaproszeni na jakieś forum w rodzaju "Portery International", a wiem, że Bob Dylan trafia na warsztat krytyków literackich dopiero dziś, kiedy przestał już być młodziutkim idolem młodzieży.
I nie ma w tym nic dziwnego. Rola muzyki rockowej w przebijaniu nowego sposobu życia i środków wyrazowych służących ukazywaniu nowego sposobu przeżywania świata rośnie bardzo szybko, ale najszybciej przez ostatnie dwadzieścia, dwadzieścia pięć lat. Pamiętam swoje własne zdumienie na słowa piosenki rockowej usłyszane przez radio w taksówce w ponure miesiące pierwszej zimy stanu wojennego. Jechałem z warszawskiego Okęcia do centrum, wydaliśmy z taksiarzem rytualne pomruki szybko ustaliwszy co o tym wszystkim sądzimy, aż tu z ponurej zadumy wyrwały mnie słowa:
- mój jest ten kawałek podłogi
nie mówcie mi co mam robić…
- ten tramwaj jest mój
a reszta twoja, twoja, twoja...
Potem usłyszałem całą rewię nazwy zespołów - niektóre z nich, jak na przykład "Mister Zoob (czyli "Pan z UB") wyrafinowane, wytworne, celne, hm… poznańskie. A później nawet socjologowie zauważyli i zaczęli rejestrować (podobnie, jak telewizja i siły bezpieczeństwa) zadymy w Jarocinie i cały ten wspaniały, barwny, ale i już coraz trudniejszy do zrozumienia dla weteranów studenckiej kontrkultury krajobraz kulturalny.
W tym kryje się cały kłopot z pisaniem przedmów do zbiorów tekstów znaych piosenek (do- jak ładnie mówią Anglicy i Amerykanie _"lyrics"):
środowisko. które przez ostatnie dwadzieścia lat kształtowało polską kulturę artystyczną, które wywalczało sobie w niej właśnie pokoleniowe miejsce, odniosło sukces, jak gdyby w ostatnie chwili przed tryumfem muzyki rockowej, jeszcze tylko marginesowo tryumf ten uwzględniwszy. Mówiąc krótko i węzłowato: książeczki o poetach były jeszcze komentowane przez sieć wtajemniczonych w kluczowych dla kształtowania zawodowej opinii mediach, ale książeczki krytyczne o telewizji, fotografii czy muzyce rockowej - bardzo rzadko (jedynym wyjątkiem był film, który jakby się już zdążył "znobilitować" w stosunku do teatru i literatury.
A ponieważ tak było, więc też pisanie o fotografii, o telewizji czy o muzyce rockowej było mniej połączone z ostentacyjnym, narodowym badaniem tętna epoki, pulsu ducha czasów, itd. Szkoda, przyniosło to ogromne szkody po wybuchu stanu wojennego i po wielkiej fali emigracji, która tradycyjne pisemka literackie, słusznie odrzuciła jako środek spajania i utrzymania polskości i polszczyzny (stąd przełomowa rola Kaczmarskiego w "Wolnej Europie", czy niesamowita wręcz, a w pełni zasłużona kariera piosenki Jana Pietrzaka "Żeby Polska była Polską") .
Nie warto jednak biadać nad tym, że u schyłku naszego stulecia nie powiodło się w Polsce sklejenie pokoleniowych aspiracji z nowocześniejszymi, luźniejszymi, terenami artystycznej ekspresji i z ambicjami konsumpcyjnymi młodych Polaków. To się w ogóle udaje rzadko. Warto natomiast przeczytać przekłady Marka Zgaińskiego.
Po pierwsze wybór Sprigsteena. Trafny, uważam. Dylana wybrać łatwiej, bo się zaczyna robić klasyczny. Ale Bruce Springsteen jako bard niższych klas średnich i młodzieży z klas niższych ale z aspiracjami do statusu klas średnich - to wybór bardzo trafny. Ujął on trafnie uczucia tej sporej grupy, która musiała dojrzewać w okresie względnej stagnacji po wojnie wietnamskiej i w okresie obniżania się zarobków najniżej wykształconej siły roboczej (dzięki automatyzacji można się było pozbyć dużej części wysoko płatnych robotników i stworzyć miejsca pracy w MacDonaldach i biurach turystycznych). Poza tym Sprigsteen, mimo, że ostry i krytyczny, mimo, że ironiczny (porównaj na przykład znakomite "Dni chwały:" czyli pamiętne
"Glory Days"), jeszcze jednak jakby wierzył w amerykańskie marzenia. Opiewał uczucia tych, którym się raczej nie bardzo udało, ale którzy też nie leżeli na samym dnie. Nie porobili karier, wciąż jeszcze sukcesy sportowe ze szkół średnich to szczyt ich osiągnięć, ale nie są bezdomni, nie muszą odzwyczajać się od narkotyków, ich wieczorne whisky i weekendowe pijaństwa są aprobowane, akceptowane społecznie jak ich prawo do frustracji spowodowanej świadomością, że nie zaszli wyżej.
Już jednak wybór Franka Zappy świadczy o tym, że Zgaiński nie bał się podwójnego ryzyka. Po pierwsze, wziął artystę o wiele krytyczniejszego i bardziej świadomego społecznie i politycznie niż autor "Born In the USA", a po drugie wziął artystę o wiele bardziej "dzikiego" i niezależnego artystycznie. Niezależnego także finasowo: Zappa kupił sobie miejsce na satelitarnych łączach z myślą o tym, by swoją muzykę sprzedawać nie w konserwach do odtwarzania przez inne stacje, ale żeby ją dostarczać do domów, na ekrany odbiorców, żeby kontrolować cały proces twórczy i proces odbioru…"
itd.itd…
Oprac. Sławomir Magala
Rotterdam- Poznań, 1990

"Tabletka z krzyżykiem"
Marek Zgaiński

Projekt okładki: Tymon Zgaiński
Rysunki: Ziggi Stardust
Bogucki Wydawnictwo Naukowe
ul. Górna Wilda 90, fax +48 61 833 1468
e-mail: Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć.
www.bogucki.com.pl
Druk:
Unidruk
ul.Przemysłowa 13,62-030 Luboń
tel./fax: +48 61 899 4949
Poznań, 2005

Felietony radiowe z lat 2004 - 2005

Krótkie felietony satyryka Marka Zgaińskiego, które można codziennie usłyszeć w Radiu „Merkury”, mają moc oddziaływania niewspółmierną do lekkiej, krótkiej, wręcz koronkowej formy – krytycznej i zarazem konstruktywnej, abstrakcyjnej, a jednocześnie osadzonej w konkrecie. Zgaiński ma wybitny talent do operowania słowem i nastrojem oraz umiejętność łączenia tak charakterystycznego humoru z liryką, melancholią i zadumą. Jego prześmiewcza filozofia o wyłożona jest jasno i przystępnie, i z elegancją porównywalną do subtelnego humoru "Kabaretu Starszych Panów" Jeremiego Przybory i Jerzego Wasowskiego. A więc pochodzi z najlepszej szkoły dżentelmenów.
Za pomocą tej wycyzelowanej formy Zgaiński uodparnia słuchaczy na poczynania tych, którzy próbują narzucić „jedynie słuszny” osąd rzeczy czynów i myśli. Z ogromną swadą pokazuje własne podejście do dylematów moralnych, wypowiadając przy tej sposobności trafne uwagi o stereotypach. Obchodzi się bezceremonialnie z modnym dziś poglądem – że przekonania nasze są słuszne, gdy są spójne z uznanymi już przekonaniami moralnymi.
Marek Zgaiński, wychwytując codzienne paradoksy życia, pobudza do refleksji, daje własną odpowiedź na pytania: skąd się one wzięły, gdzie występują i dlaczego.
Nic, co zasługuje na kpinę, nie ujdzie uwagi autora.
"Radiowy hunter", satyryk – Marek Zgaiński, to myśliwy polujący na paradoksy życia. Trofea łowi jednym strzałem. Skutecznym.
Felietony Marka Zgaińskiego na stałe weszły do kanonu wielkopolskiej kultury współczesnej i stały się inspiracją dla coraz to nowych pokoleń mistrzów krótkiej formy i ciętego dziennikarskiego słowa.
Oprac. Danuta Bartosz
"bip bip bip:"
Marek Zgaiński

Łamanie, druk, oprawa:
ZP DRUCZEK - Studium Kulturalne im. K. Rojewskiej
60-255 Poznań, Chociszewskiego 19/1
tel. 607 568 336
ISBN - 83908396-6-0
Poznań, 2001


Wybór kilku fragmentów:

"Dlaczego chce pan napisać tę książkę?
Odpowiedź A: Bo przepełniony jest pan miłością i bólem jednocześnie,
i uczucie to zaczyna się gdzieś w okolicy żołądka i promieniuje aż do czubków palców?
Odpowiedź B: Robi to pan dla pieniędzy, bo jest pan przekonany, że ludzie kupią pana historię?
Odpowiedź C: Chce pan opisać ten dzień, który zaczął się na początku jesieni 93 roku i trwa do dzisiaj, dzień, w czasie którego postarzał się pan o dziesięć lat?
Odpowiedź D: Jest pan biednym, małym, chorym sukinsynem, któremu wydaje się, , że jest wyjątkowy, a przynajmniej chciałby takim być?
Niech się pan teraz nad tym dobrze zastanowi i wybierze odpowiedź. Ma pan dużo czasu (włącza się muzyczka, która umila przedłużające się oczekiwanie na odpowiedź).
Obawiam, się, że to może jeszcze potrwać, dlatego zostawmy tego faceta, który wgapia się teraz w monitor, pot perli mu się na czole i który zastanawia się, jaką odpowiedź wybrać, bo wie, że od tego zależy wszystko. Niech się męczy, i dobrze mu tak.
Odpowiem ci: Żadna z tych odpowiedzi nie jest prawdziwa, to podpucha, taki numer pod publiczkę. Naprawdę piszę dlatego, że Agnieszka wyszła na chwilę, zostawiła mi włączony komputer i staram się czymś zająć
ręce czekając na jej powrót. Nie, no mógłbym jeszcze od biedy oglądać telewizję, ale - jak wspomniałem - muszę zająć czymś ręce, (dlaczego ręce domyśl się sam) no to piszę. Moja znajoma, która pisywała na zamówienie
romanse na metry, powiedziała kiedyś, że pisanie jest czynnością czysto fizjologiczną. Pisze, dopóki nie zaczną ją boleć ręce.. Wtedy wstaje od maszyny, rozluźnia dłonie, spaceruje przez parę minut i wraca do pisania nie gubiąc wątku. Bez obawy. W moim przypadku nie grozi ci lektura książki na metry, choćby dlatego, ze muszę oszczędzać ręce choćby do powrotu Agnieszki. Więc nie przemęczając się piszę dalej…."

"… - Misiel,
myślisz, że mogła to zrobić?
- Możliwe, zawsze była wyrafinowana.
- Od dziecka.
- Nie wiem, czy od dziecka, ale od momentu, w którym ją poznałeś,
na pewno.
-Czyli, że wszystko udawała?
- A co ty sobie wyobrażasz? - wtrąca się Wojtek - Ile ty masz lat chłopcze? Była z tobą na każdy gwizdek, bo miała w tym interes, bo… no wiesz, uczyłeś ją, może myślała, że załatwisz jej robotę w radio, a jak się okazało, że sam już nie masz roboty, to… no, co ci będę dużo mówił…."

"Koniec
Co, to ma być koniec? Tak po prostu?
Nie powiedziałeś jeszcze, dlaczego chcesz napisać książkę, ani po jaką cholerę trzeba było zbierać te punkty.
Dobrze, odpowiem ci. Musiałem czymś zająć ręce, żeby nie zrobić sobie krzywdy.
A punkty… Jeśli ci wyszło ponad dziesięć, to znaczy, że jednak mamy ze sobą coś wspólnego.
Zadzwoń…"

DB



================================

 

Danuta Bartosz

Literacka podróż do ojczyzny herbaty, kaligrafii, papieru i jedwabiu

Miłosz Kamil Manasterski zajmuje się literaturą na wielu polach – to poeta, prozaik, animator kultury, członek Związku Literatów Polskich i Societe Europeene de Culture, twórca i redaktor naczelny portalu Związku Literatów Polskich www.literaci.eu, wcześniej redaktor naczelny portalu Literatura.waw.pl, pomysłodawca cyklicznej imprezy „Na strychu w Łomiankach”, laureat nagrody Światowego Dnia Poezji pod patronatem UNESCO za debiut książkowy (2006) i nagrody „Poezja dzisiaj” dla młodego twórcy (2009). Autor zbiorów poezji: Zasady gry, Sztuka czytania, Spa, Portfolio, Notebook Norwida. Zapalony turysta, jego trwająca całe życie podróżnicza przygoda rozpoczęła się w 1957 kiedy wyruszył w wyprawę dookoła świata samochodem FSO Warszawa...

Interesująca perygrynacja Chin uwieńczona tomikiem poezji "Złote i Czerwone". Jest to zapis wrażeń, inspirowany literaturą chińską (kigo) i fascynacją związaną z pobytem poety w Chinach, na zaproszenie China Writters' Association.

W Chinach ukazywały się już przekłady wierszy polskich poetów (m.in. Zbigniewa Herberta i Adama Mickiewicza). "Złote i czerwone" jest jednak pierwszą publikacją wierszy inspirowanych pobytem poetów we współczesnych Chinach (2009 r.). To także pierwszy zbiór wierszy, który jednocześnie ukazuje się w dwóch językach – polskim i chińskim – we współczesnym tłumaczeniu, co umożliwi jednoczesne dotarcie do czytelników w Polsce i Państwie Środka.

Przekładu podjęli się chińscy poloniści z Pekinu – Ju Shan magistrantka w Katedrze Języka Polskiego Pekińskiego Uniwersytetu Języków Obcych i prof. Zhao Gang - dziekan tejże Katedry, tłumacz m.in. wierszy Zbigniewa Herberta.

Ten szósty już w dorobku Miłosza Manasterskiego tom poezji zawiera dwa razy po 17 wierszy. Na stronach tomiku obok siebie umieszczono dwie kolumny – wersję polską i chińską.
Czytelnik otrzymał swoisty poetycki reportaż. Poeta jak dziennikarz na bieżąco zapisał przeżycia i emocje, sięgają wielkich tradycji kultury chińskiej.

kelnerka chce mi dać nóż i widelec
wolałbym raczej kartkę i długopis
by wolną ręką pisać wiersze

Wraz z autorem odbywamy poetycką peregrynację po Pekinie, Szanghaju, Badalingu i jego Wielkim Murze Chińskim, bastionie z III wieku p.n.e.
W wierszu

Milczenie

- zamyka Chiny,

obejmuje blanki

nie wiele mam
do powiedzenia"
Manasterski, wobec wielkości dzieł świata konstatuje:

"byłem żołnierzem
jestem murem".

No cóż, poznając świat poznajemy siebie…

Na Hepingli Beijie: nawet zła myśl się nie przeciśnie.
Przy portrecie Mao Zendonga w kadrze fotografii autor chce zmieścić nieogarnialne,

które jest środkiem 
Państwa Środka
od którego mierzy się świat.

Patrząc na panoramę miasta z wieży Oriental Pearl Tower nieopodal Huangpu, kapitalną puentą zauważa:

ale na tej wysokości widzi się tylko tych ludzi
którzy razem z nami dostali się tak wysoko.

Tak, można być na szczycie i nic nie dojrzeć, zwłaszcza tych na dole.

Od świata rzeczywistości nie można się odwrócić – horyzont nie ma drzwi.. Wszędzie jest dobro i zło, dobrobyt i ubóstwo.
Wielki Mur, Badaling.

Kontrasty współczesnych Chin. Monumenty – gigantyczne wieżowce wylewają się nowoczesnością,

a obok ostatni hutong czeka na kreskę urbanisty.

W wierszu

Beijing by night
miasto nie zasypia, za mało gwiazd na niebie
księżyc chowa się między biurowcami
……
ulica zatrzymuje się na czerwonym świetle
dalej już Warszawa i nasze sny

Eskapada zbliża się do końca. Na powrotnym bilecie tkwi konkretna data.
Szanghaj – królowa Orientu, miasto poetów szukających wśród tłumu prawdziwego człowieka – stawia na nadzieję:

przyjdą po nich nasdivtępni
na głośnych ulicach napiszą nowe wiersze
przy zielonej herbacie
w złotych zaułkach będą je czytać miastu

Wątki powołane na podróżnym szlaku, odciśnięte ślady autora, przekazane dla czytelniczej refleksji. Tomik zamknięty puentą wiersza pt.:

Do widzenia, do jutra

zamykam oczy
z chińskich znaków
układam nowe
dni

Do tomiku autor dodaje stajd poetycko - krajobrazowy i audycję w reżyserii Małgorzaty Jańczak, nagraną w radiu Emaus, w której to czytane są wiersze w języjku polskim i  chińskim. Tło tworzy muzyka orientalna. Wyświetlane są polskie i chińskie słowa (z pietyzmem poukładane znaki graficzne). Wszystko to nadaje specyficzny charakter poezji, a właściwie poetyckiemu reportażowi o chińskiej kulturze i krajobrazach.

Kolaż zdjęciowo- wierszowy, złotem i czerwienią wzbogaca  piękno poezji autora.

Miłosz Kamil Manasterski: Złote i czerwone / 黄与红

(Łódź / Pekin 2010, przekład na język chiński Ju Shan).

Wydawnictwo Astra / Łódź / Beijing 2010

___________Wiesze - M.Karwacki________________-

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

"Wiersze" - Marian Karwacki

wydane w 2007 roku
Okładka i ilustracje : Marian Karwacki
ISDN: 83-922098-1-8
Wydawca" Marian Karwacki
"Wiersze" - Marian Karwacki
- bezwzględna i autentyczna proza życia. Jej ułomności autor pokonuje słowem wiersza, poezją, która pozwala mu odbić się od dna. Odrzucając otaczające wokół zło, autor dzieli się swoimi dylematami i marzeniami w nadziei, że pozwolą czytelnikowi na refleksję i głęboką zadumę nad zjawiskami zasługującymi na dostrzeżenie. Może po lekturze wiersza, za namową autora, czytelnik skoryguje własne doznania z już istniejącą hierarchią zachowań.
"Gdzie ta miłość, której szukamy
Błądzimy po niebie
jak rozwiane chmury…?"
Poeta zawiedziony, zrujnowany przez najbliższe otoczenie popada w bezdomność.
Zdawałoby się, że już nigdy nie odbije się od dna ulicy.
Cierpienie i ból dodaje mu siły, całą swoją gorycz wylewa pisząc kolejne strofy. Marzy o miłości, zwłaszcza tej ostatniej- niespełnionej.
Los jego życia  wybrał  mu wyjątkowo trudny szlak, pełen ostrych, wyboistych kamieni, których sam nie potrafi odsunąć od siebie, żeby wyjść na prostą.  One go ciągle przytłaczają.  A pomocy nie ma znikąd.
Wiersze poety przypominają taśmę filmową przesuwającą się na ekranie. Nigdy nie wiadomo, jakie będzie zakończenie. I ile jeszcze przed nim upadków.
Styl i poprawność poetyckiej formy Mariana Karwackiego nie jest górnych lotów. Widoczny brak warsztatów literackich. Zdecydowanie wiersze wymagają ocyzelowania, zmiany formy i stylu.  Autor jednak nie pozwala na jakąkolwiek interwencję. A szkoda. Nikt nie jest doskonały.
oprac. Danuta Bartosz
oprac. Danuta Strofy Chwaliszewskie Marycha - M.KarwackiBartosz

 

 

 

"Strofy Chwaliszewskie Marycha" - Marian Karwacki

Tomik wydany w 2005 r
Projekt okładki i ilustracje : Marian Karwacki
ISDN 83-92209800-X
Wydawca: Marian Karwacki
Motto: "Życie bez miłości i celu to nie życie…MK"
"Strofy Chwaliszewskie Marycha"
- Marian Karwacki - lokalny patriota, "szczun chwaliszewski", piewca grający na strunach miejskiego folkloru. Apoteozując piękno Chwaliszewa, jego podwórkowy zapach i rytm zatapia się w poetyckich przemyśleniach. Odciska w nich ślad stóp dzieciństwa na nieistniejącej plaży warciańskiego piasku.
Przywołuje turkot wozów konnych, okrzyki woźniców i widok ostatniego stada kóz pędzonego ulicą na warciańskie łąki… .
"Ulica wybrukowana polnymi kamieniami"
"Na placyku dzieci grają w szczekla oraz Zośkę…"
Historia zapisana wierszem w pamięci niespełnionej młodzieńczej ambicji i dorosłego życia, które nie pieści - wręcz przeciwnie rzuca na samo dno upokorzenia i bezdomnej nędzy.
W fabułę okrutnej rzeczywistości poeta wplata wątki miłości, które są tylko marzeniem zawieszonym między nadzieją a spełnieniem:
"Dziś odtrącony
czekam na śmierć
bez chęci życia
i twoich słów
dni stają się cierpieniem
i udręką
Obojętny jest świat
i Słońce wesołe"
Autor niesie krzyż z wielką pokorą… Jego poezja niczego nie ukrywa. Historia powojennego Chwaliszewa staje się bliska,
a odrzucona miłość odległa.
Dramaturgia życia autora jakże często przypomina własne doznania czytelnika.
Autor i czytelnik złączeni w cierpieniu i okruchach radości życia:
"Rozpal ognisko bezdomny człowieku
w cieple ognia ogrzej swoje dłonie"
Dwoistość wyjątkowego bytu między szczęściem a piekłem
w poezji Mariana Karwackiego grzeje swoje dłonie ucząc jak przetrwać, by nie zwariować.
Jak w labiryncie trudnej rzeczywistości odnaleźć światło życia.
(oprac. Danuta Bartosz)
Wiesze Marycha z Chwaliszewa - M.Karwacki

 

"Wiersze Marycha z Chwaliszewa"
autor - Marian Karwacki
Wydane własnym sumptem w roku 2004
Wstrząsający, osobisty zapis walki z biurokracją, w której błędna, bezduszna decyzja administracyjna doprowadza bezbronnego człowieka do autentycznej bezdomności.
"Bezdomni, ale wolni!
Nocą wpatrzeni w niebo gwiaździste"
Wolność głosu i krytyka w areszcie za kratami.
Siła urzędnika jak "wyspa bez wody i uśmiechu, najeżona cierniami" zawładnęła bezradnością petenta.
Autor sponiewierany przez prawo, w końcu otrzymuje drobną rekompensatę, która nijak nie pasuje do zmarnowanego zdrowia, zwichnięcia psychiki i utraconych nadziei. Trauma będzie się odbijać echem do końca świata.
"Czy sama
jak gladiator
w teatrze śmierci na scenie
staniesz z mieczem
niegodnych kapłanów prawa….?"
Patriota zatroskany o kraj. Jego priorytety są jawne. Nie ukrywa swoich preferencji politycznych, chociaż wie, że nie każdy z jego myślą się zgodzi. Broniąc swych przekonań, rozstrzyga spory jednoznacznie. Wypowiadając własne obawy - pobudza do refleksji.
Autor w biograficznym zamęcie "rozdarty, przygnębiony, zagubiony, zapomniany" poszukuje prawdy i miłości, która "ucieka i znika w przestrzeni".
"O Pani Biała, Zimna i Okrutna - przerwij ten ból samotności"
"Być szczęśliwym w twoich objęciach
wiem - to tylko sen…"
Tak, poezja Mariana Kaweckiego to oniryczny sen,
w którym pragnie przeciwstawić się okrutnej rzeczywistości.
(oprac. Danuta Bartosz)